
Cóż...Pożegnanie z siostrą,śniadanie,chwila przed komputerem i ok.13 kima. Zbudził mnie telefon po 16. Koleżanka chce mnie wyciągnąć na miasto. Czemu by nie. Szybka kąpiel i obiad. Jeszcze poobiednia kawa i koleżanka jest już u mnie. Postanowiłam, że pozmywam i właśnie w tej chwili dzień psui się rozpoczął.
Nie wiedzieć czemu obluzowała się półeczka na szklanki przy suszarce do naczyń. Potłukłam dwie szklanki. Wszyscy przeżyli. Wyszykowałyśmy się, pogadałyśmy,dołączył do nas jej chłopak.
Wygrzebałam moje fioletowe rurki, które zakładam tylko wtedy, gdy najdzie mnie na nie ochota, czyli dość nieczęsto. Do tego długi, czarny kardigan i czarny t-shirt. Pleciony pasek i brązowa torebka w celu przełamania tej gry fioletu i czerni. Na nogach miałam kolorowe skarpetki w paski, które zafarbowały ;( i zbladły!! Do tego jeszcze moje muchy i fioletowo-rózowo-panterkowy szaliczek. Standardowo założyłam czarne trampki z białymi sznurowadłami, które był kokardkowym elementem mojego setu xP.
Wyruszyliśmy w stronę Słońca. A co! Wylądowaliśmy w naszym,ostatnimi czasy ulubionym pubie. W czasie, gdy rozmawiało się nam w najlepsze trach! Prawie zrobiłam fikołka w tył. Poręcz mojego fotela odczepiła się od ramy oparcia -,-. Dżizas. Powiadomiliśmy barmana. Jakoś tam to poprawił i fotelik działał do końca wieczoru. Eh. Niestety katastrof na ten dzień nie było dosyć. Wyruszyłam do toalety. Juz na wstępie zamek się zaciął i nie mogłam go zasunąć. Zły znak, a ja go zignorowałam. Wszystko pięknie, zaczynam zapinać spodnie, pasek...Brzdęk. Sprzączka od paska rozleciała się na części pierwsze -,='. Super.Super. Mój ulubiony pasek umarł tego wieczora na amen :C.
Oby jutro był lepszy dzień.
Do następnego kokardki moje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz