Wyruszyć z domu było nam ciężko. Chyba każdy z nas wiedział, że wyjście będzie równało się wydaniu sporej sumy pieniędzy. Tak też się stało. Nawet w snach sobie nie wyobrażałam ile forsy człowiek musi władować w zupełne duperele (pojemniczki na żywność, drewniana łyżka, szampon, żel, płyn do mycia naczyń, kosmetyczka, puzderko, itp., itd.). Jeszcze brakuje mi paru rzeczy, dokładniej mówiąc lusterka, proszku do prania i jak zwykle pewnie jeszcze czegoś o czym zapomnę.
Ciężko się tak myśli, że już za tydzień nie obudzę się w swoim łóżku, nie w tym mieście. Domyślam się, że wciąż będę miała wrażenie, że kocisko gdzieś po domu się przechadza, ale łapię siu już na tym,kiedy jestem u siostry.
HA-HA! Nie będę odcięta od świata! Rodzice załatwili mi internet. W domu całkiem niezłą prędkość osiąga. Niby tam też powinien. Się okaże. A mnie wkurzył operator! Nie mogłam zawrzeć umowy, bo nie miałam skończonych 20 lat o_O. To do banku mogę iść, założyć konto i narobić debetu, a głupiego internetu wykupić sobie nie mogę -,-'. Śmiejemy się z rodzicami, że to było specjalnie obliczone i jeden rachunek do płacenia dla mnie mniej :>.
Nie mam weny na focenie zaupów, które chciałabym pokazać. Obiecuję jednak, że jak tylko tam się umebluję porządnie (razem z dekoracjami) jakaś foteczka pojawi się na blogu.
Jutro zapowiadam japońsko-kokardkową prasówkę, więc poprawa będzie!
Do następnego.
poniedziałek, 21 września 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz