czwartek, 1 października 2009

Beznamiętnie-deszczowo-bezkokardkowo

Miałyśmy iść na imprezę do pechowego clubu. Miałyśmy. Skończyło się na upojnym wieczorze z właścicielką lokalu.
Dotarła ostatnia lokatorka, która mieszkała tu wcześniej. To ona zmotywowała nas by walczyć o pieniądze jakie płacimy. Wydaje mi się, że dziewczyny (rozmawiałyśmy w czwórke z siedmiu mieszkanek) nie miały w sobie odwagi, aby rozpocząć dialog, chociaż to chodziło o dobro każdej z osobna bez różnicy. Mimo to, tylko ja potrafiłam przez telefon powiedzieć Pani J.,że chcemy z nią pogadać poważnie, by przyjechała kiedy tylko może. To ja potrafiłam rozpocząć rozmowy o pieniądzach. Trochę mnie to drażni teraz. Jak zwykle to ja wyjdę na tą najgorszą i pyskatą, a tak chciałam zawalczyć o to, by być tutaj cichą, nic nieznaczącą dziewczyną. Spaliłam. Trudno, przynajmniej cieszę się, że o kilka groszy płaciła będę mniej. Z tego jestem zadowolona.
Wyjście na imprezę przełożyłyśmy na za tydzień. W myślach nic straconego. Może to i lepiej, że nie dziś, bo leje. Chociaż nie wiadomo, czy za tydzień nie będzie gorzej. Zobaczymy.
Dziś za mną pierwszy organizacyjny wykład. Załatwiłam pożyczenie pierwszej literatury. mam index i legitymacje studencką-moje zniżki na przejazdy wróciły do życia.
Dokładam japońską kokardkową. Najśliczniejszy jest ten facet *,* w białej koszuli, jeansach i z muszką.
Jutro wolne. Za tydzień planuję powrót do domu. Przynajmniej będzie mnie stać.
Do następnego.

5 komentarzy:

  1. a lofciasz mnie? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. a w ogóle, my lady!
    jak wyglądają jeansy z muszką? : D

    OdpowiedzUsuń
  3. Spadaj czepialska Badeczko! Jak Ci na spodniach usiądzie muszka,to masz spodnie z muszką ^^'

    OdpowiedzUsuń
  4. hahahahaha, uumarłam, lovee

    OdpowiedzUsuń