piątek, 16 października 2009

Statystyczna nic nie warta środa

Kiedyś, gdzieś usłyszałam czy też przeczytałam, że w środę ludzie nie wychodzą się bawić na miasto. W sumie nie miałam ochoty na wyjścia, ale koleżanka z mieszkania przytargała dwóch kolegów z roku. No to usiadłam z nimi. O północy zdecydowali, że chcą iść się pobawić. Nie miałam nic do stracenia i poszłam z nimi.
Pierwszy raz byłam w tak głośnym 'clubie', gdzie muzyka zagłuszała słowa. W celu wymiany haseł (nie dało rady zdaniami,bo wyłapanie sensu z pojedynczo usłyszanych słów byłoby cudem) trzeba było się nachylać do siebie, a wręcz stykać policzkami. Głowa bolała mnie przeokropnie. Było zabawnie.
Od rana koleżanka biegała po domu i krzyczała, że idziemy na bibę. Byłam w stanie lekkiego zmęczenia, ale wiedziałam, że po paru godzinach snu będę w stanie się bawić. Wstępnie się zgodziłam. Po powrocie z uczelni poznałam plany wyjścia. Na pół godziny przed umówionym wyjściem współlokatorka stwierdziła, że nigdzie nie idzie -,-. Po namowach jakoś udało się ją wyciągnąć.
Najpierw wstąpiłyśmy do kolegi na wódeczkę. Rozmowy, rozmowy i jeszcze raz rozmowy. Jego współlokatorka jest z Zielonej Góry! :D Straszliwie się ucieszyłam. Zgarnęłyśmy kolegę, nową koleżankę i jej chłopaka, by wyruszyć w poszukiwaniu miejsca do potańczenia. Już zdecydowanie w humorze imprezowym trafiliśmy do pechowego lokalu od wywracania. Tym razem nic nie wywinęłam :>.
Ogólnie wydałam 10zł,a wypiłam za zdecydowanie więcej. Kilku naiwniaków od stawiania piwa, czy kolejki się znalazło :P. To trochę przykre, ale jak się jest biedną studentką, to jakoś sobie trzeba radzić ^^'.
Jeszcze tyle mam do napisania, ale trochę nie mam siły, żeby się skupić.
Wróciliśmy o 2 do nas. Hałasowaliśmy, śmialiśmy się, robiłyśmy jajecznicę i spaghetti :D. Reszta lokatorek (sztuk 3) podobno po 7 rano w ramach buntu i wyrażania niezadowolenia puściły na fula radio. Fajnie, ale ja i jeszcze jedna koleżanka nic nie usłyszałyśmy, moja współlokatorka z pokoju gdyby nie ta pobudka zaspałaby na zajęcia, a czwarta imprezowiczka usnęła zaraz po tym jak obudziła ją ta muzyka. Psikus się nie udał. Przykro.
Następnie manifestowały swojego focha przez puszczanie głośno muzyki od 10, kiedy to wszystkie starałyśmy się odespać imprezę. Kiedy powiedziałam im cześć usłyszałam tylko ciszę.
Wydaje mi się, że im szybciej zapomną o tym zajściu i zaczną zachowywać się normalnie tym lepiej dla nich. Dziwi mnie ich podejście, bo wątpię by nigdy nie wróciły pijane w nocy do domu i nie hałasowały. Eh, ludzie...Dlatego chciałam mieszkać z facetami w mieszkaniu. Oni nic by sobie z tego nie zrobili. Pewnie przyłączyliby się do nas. =,=
Nie stroiłam się zbytnio z lenistwa i braku chęci. Tak było mi też dobrze, a przede wszystkim wygodnie.
Przede mną upojny weekend z obrażonymi sąsiadkami (reszta dziewczyn wyjeżdża) ]:->. Będzie milusio!
Do następnego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz