sobota, 24 października 2009

Szalone zakupy i skromna japońska prasówka

W środę zostawiłam komputer w Domu Muminków pod opieką Informatyka. Przy okazji dzięki życzliwości Medyka wydrukowałyśmy z współlokatorką zaświadczenia z banku niezbędne do podania na uczelni. W czwartek zgłosiłam się po mój nienaprawiony komputer i napisałam poprzednią notatkę.Jak się okazuje mój komputer jest uszkodzony, ale jedynie (a właściwie AŻ :C) gadu-gadu i poczta nie działają.
Chłopaki zaczęli oglądać filmy... Tak wielkiego ekranu w życiu na żywo u nikogo w domu nie widziałam o_O. Burżuje. Nie zmienia to faktu, że komfort oglądania jest mega. Zostałam. Obejrzeliśmy mój ukochany 'Moulin Rouge' i kilka innych filmów. Usnęłam na którymś tam z kolei -,-. Obudziłam się, a tu północ za kilka minut!!! Na szczęście kawałek mnie odprowadzili, chociaż już proponowali nocleg. Jednak ja nieugięta i chora naciągnęłam ich na krótki spacer. Żałuję, że kazałam im wracać do domu tak szybko, bo dosłownie trzy minut dalej zaczepiał mnie jakiś koleś :/. Ale, ale! uśmiech numer pięć i na pytanie 'czy podwieźć panią na dworzec? pani ma buty na obcasach, możemy podrzucić' odpowiedź 'nie,dziękuję bardzo' i rura do przodu :P.
Piątek bez humoru przeleżałam cały w łóżku. Dogrzałam się, wyspałam i może troszkę ozdrowiałam.
Dziś za to budzik zbudził mnie o 9.00. Prysznic, śniadanie, gadanie z dziewczynami i śmiechy :). Obrażone współlokatorki już się odobraziły i chyba już wszystko w porządku. Już nie chce mi się stąd wyprowadzać. Tak właśnie dzisiaj sobie pomyślałam, że gdyby życie było wieczną sielanką, to byłaby katastrofa. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Tak przynajmniej jest ciekawie i te drobne głupawe perypetie pozwalają nie myśleć o poważnych problemach.
Wracając do dnia dzisiejszego, wybrałam się na krejzi shopping. Zakupiłam całą siatkę warzywek, puder i parę innych niezbędnych rzeczy łącznie z doładowaniem telefonu. Żeby znaleźć zwykły, czarny t-shirt nałaziłam się jak głupia po tej mieścinie -,-. Jeden, ostatni, długi czekał na mnie w Big Starze. Nie byłam do końca przekonana, ale wzięłam go. W domu okazał się idealny do moich jegginsów z H&M'u ^^.
Haha! Pierwszy raz od czasu keidy jestem tutaj kupiłam sobie mięso! Dwie nóżki z kurczaka, parówkę i dwa plasterki szynki. Ugotowałam sobie rosołek na kurce i wyszedł nawet zjadliwy xP. Teraz to już muszę koniecznie wyzdrowieć!
Po obiedzie postanowiłam przejrzeć dwie japońskie gazetki i oto co wygrzebałam. Niewiele, bo zaledwie dwie ściągnęłam, co i tak zajęło ponad godzinę xP.
PS. Przyszedł mój naszyjnik wzorowany na Saturnie Westwood'owej!!! Mama przez telefon odpakowała i powiedziała, że całkiem spory ten wisior... No trudno, jak będzie tandeta, to zawiśnie na ścianie ^^. Hue. Już się nie mogę doczekać. Już knuję jak tu zawinąć do domu w czwartek :F

Do następnego!

2 komentarze:

  1. mił mił jakois sie wszystko pouklada zawsze :) dbaj o siebie piczko (muaaaaa to jaaaaa)

    OdpowiedzUsuń
  2. tęsknię za moją bachą :C. dobrze, że piszesz, bOooOOo tęskniam a nie mam nic na koncie :<

    OdpowiedzUsuń