sobota, 17 października 2009

Weekend nijskości

O 11 obudził mnie telefon. Rodzice. Rozmowa na Skype, a później myśl co by tu porobić. Zerknięcie przez okno, nie pada. Jest! Przez chwilkę nawet słońce zaczęło przebijać się przez chmury. Umówiłam się ze znajomą (sąsiadka mieszkająca nad Domem Muminków) i już po 13 byłam gotowa. Pocykałam coś tam. Nie wyszło tak jakbym chciała. Znów trzeba będzie porzucić aparat na parę miesięcy...
Rodzi się we mnie ochota wyjazdu z Nysy, ale nie do domu. Po głowie chodzi mi Warszawa, Bydgoszcz, może Wrocław...Zobaczę w następnym tygodniu, czy dziewczyny znowu mnie zostawią na pastwę rozeźlonych współlokatorek xD. Bawi mnie ich postawa przeokropnie i chwilami nie wytrzymuje by parsknąć śmiechem w ich obecności. Jestem bezczelna, ja wiem ]:->.
Zginął mi but ;( Nie wiem jak do tego doszło. Wróciłam w czwartek (właściwie piątek) ubrana w dwa butki. Rano był już tylko jeden. Do dziś nie mam pojęcia co się z nim stało. Niestety w ten sposób została mi para glanów i jazzówki, które raczej na ta pogodę nie są odpowiednie. Co ja mam teraz zrobić -,- Cholerne studia! Nawet buta ktoś musiał mi zabrać.
Na jutro mam już zaplanowany spacerek do dziewczyn-sąsiadek Muminków. Zrobię sobie paznokcie, a o 21 wrócą współlokatorki.
Zestaw-nowy sweterek z Quiosque z bufiastymi rękawami. Był przeceniony i ładny i w moim rozmiarze, to go wzięłam :P. Do tego wygodnie i prosto,jeansy i bokserka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz