niedziela, 11 października 2009

Wygoda i lenistwo - nie wyjdzie z tego nic dobrego

W sobotę biegałam z mamą po mieście. Czy wiecie jak trudno w sobotę ubłagać fryzjera o podcięcie końcówek? Odwiedziłam pięć salonów (przy okazji odkrywając, że moja ulubiona fryzjerka po roku znowu otworzyła zakład) i w ostatnim za szalone 10zł w dziesięć minut przyniesiono ulgę mojej czuprynie. Nie wygląda to za dobrze, ale szczerze mówiąc mam to gdzieś xP. Znów zapuszczam włosy, by wrócić do wcześniejszej fryzur, co oznacza, że po drodze będę musiała wymyślić jeszcze jakąś ]:->.
Biblioteka pedagogiczna w moim mieście - zmora. Niemiłe babsko, które myślało, że jest fajne, a nie było. Ej, w końcu można zapomnieć który rok aktualnie mamy, prawda ^^'?
Kupiłam jeszcze sweter i torbę. Pomimo takiej ilości brakowało mi jednej, czarnej dużo-niedużej elegancko-niezobowiązującej. No i mam. Była droga. Niestety wszystkie tańsze ociekały tandetą, niepraktycznością i wykonane były z lichego materiału. Oby ta się nie rozwaliła za miesiąc.
Moi wspaniałomyślni rodzice postanowili mnie odwieźć xD. Szkoda, że to pewnie pierwszy i ostatni raz :C. Tak w 2,5 h znalazłam się w mieszkaniu, a nie w 7 z dwiema przesiadkami -,-. Doszłam do wniosku, że w wakacje trzeba będzie przełamać strach i zdawać na prawo jazdy. Nie ma bata! Jazda PKS,czy PKP tu to cholerna strata czasu i nerwów.
Jutro mój pierwszy referat na ćwiczeniach z biologii i genetyki. Co prawda miałam go napisać w sobotę, na spokojnie w domu. Czemu jestem tak bardzo leniwa i dopiero przed chwilą go skończyłam ^^'? Po powrocie tu zdążyłam jeszcze iść na miasto, pocykać foteczki i przespać się 2-3 godziny. Lenistwo...to kiedyś mnie zdradzi i pokona.
Dziś dodaję kolaż z wybranych zdjęć cykniętych tutaj na mieście. Nie byłam ubrana nadzwyczajnie, a że dawno aparatu w łapie nie miałam, to się pochwalę co tam się zrodziło przez obiektyw na karcie pamięci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz