Sama podróż to był wyścig z czasem. Na przesiadki w dwóch miejscach miałam planowo 3 minuty, a pociągi którymi dojeżdżałam do tych miast były opóźnione. Szanse, że uciekną mi sprzed nosa były większe niż 100%. Czekały. I tak 12.33 byłam już w swoim domu. Widok pełnej lodówki z mięsem i jogurtami...tego nie da się opisać. Spróbowałam wszystkiego co było pod ręką. Usiadłam do sprawnego komputera. Pogadałam ze znajomymi. Położyłam się spać na dwie godziny.
Obudziłam się. Moja mama wróciła z pracy. kiedy rozmawiałyśmy przez telefon namawiała mnie na zakupy. Ja byłam sceptycznie nastawiona, jednak ta drzemka i widok mamy przekonały mnie. W ten oto sposób mam buty na zimę, nową parę czarnych sztruksów, beret i dwa t-shirty. Teraz postanawiam, iż niczego sobie nie kupię! Będę się już tylko za płaszczem na zimę rozglądała. Oczywiście kupiłam jeszcze mnóstwo drobnicy typu kubek, teczki i inne papiernicze. Mniejsza z tym.Wieczorem był sprint od Weroniki, której miałam zanieść książki do pubu w którym robiłyśmy urodziny Agacie Aktoreczce. Ode mnie otrzymała żel pod prysznic czekoladowy i świeczkę także czekoladową. Pierwszy prezent z miasta gdzie studiuję ^^.
Mydlarnię, w której wybierałam podarunek poleciła mojej grupie prowadząca zajęcia z technik relaksacyjnych. Ceny przystępne i ogromny wybór. W sklepie spędziłam z pół godziny miotając się od półki do półki, nie mogąc zdecydować się na zapach. Chyba będzie to mój ulubiony sklep z asortymentem prezentowym :>. Hue.
Na urodzinach było przemiło. Jakże inaczej mogło by być z Bohemą? Eh...jaki to relaks móc rozmawiać i rozmawiać i śmiać się i czuć zrozumienie i stabilność.
Wczoraj rajd po cmentarzach oraz odwiedziny rodziny (nie czuję, że rymuję :P), by wieczorem lecieć na spotkanie z Badeczką i Panem Jarżą N. Dałam ciała, bo jakaś zmęczona byłam. Nie siedziałam długo. Mimo tego było super. Znowu czas razem, tylko w trójkę i kupa śmiechu.
Dziś zrobiłam przyjemność rodzicom i poszłam z nimi do kościoła. Później na grób znajomego i seszyn z Badeczką jej nowym sprzęciorem. O.O tyle powiem. Takich fotek to ja w życiu nie miałam. Taka jakaś ładna na nich wyszłam :D. Jak nie ja. Hehe.
I było tak normalnie. Zwyczajnie. Zupełnie tak jakbym jutro miała się obudzić i iść do liceum, a później pewnie spotkać się z Badą. Niestety, jutro obudzę się i pobiegnę na pociąg, by tłuc się 300km na studia.
Do następnego.
Ps. Set z urodzin. Nowe portki i t-shirt z Housa, torebka dla ożywienia i współgrania z granatem bluzki i apaszki (której tu nie ma). Sweter z bufkami kupiony poprzednim razem w Quiosque. Oxfordy pożyczone od mamy, bo miałam ochotę na obcasy.
wrzuc jeszcze jakies zdjecia na n-k :D
OdpowiedzUsuńTwoja stara