Łaziłam sobie wczoraj po sklepach i sklepiczkach. Upatrzyłam sobie fajną książkę, parę fajnych spódnic, ale doszłam do wniosku, że poczekam na wyprzedaże. Butów nie ma. Trudno. Już poszłam do drogerii-mojego ostatniego punktu programu zakupowego i dzwoni do mnie telefon. Właścicielka stajni. Odbieram uradowana, że pewnie chce żebym wpadła do niej i koni i w ogóle...Jakże moja radość była bezpodstawna. Okazało się, że bez jej wiedzy i zgody zarazem na jej prywatnym terenie przebywały jakieś dwie (ze sprawozdania sąsiada) na oko 16-letnie dziewczynki. Brały sobie sprzęt, używały i jeździły na Karej -,-. NA KAREJ! Na Karej, na której jeździć nie można (względy zdrowotne)!!! =,- Bezczelne gadały sobie jak gdyby nigdy nic z sąsiadem, 'sprzątały' boksy i ruszały leki i inne przedmioty.
No i przychodzę na umówioną 13. Otwieram kluczem furtkę. Psy witają mnie jazgotem. Dzwoni mama. Ja uradowana specjalnie głośniej gadam przez telefon. Zadowolona, że pewnie gdyby ktoś obcy znów miał się tu pojawić, to na te hałasy już uciekł nie mogę uwierzyć moim własnym oczom. KTOŚ OBCY STOI PRZY KONIACH!!! Oba przywiązane lonżą i uwiązem do ogrodzenia. Dżizas. Nie życzę tego nikomu. We łbie miałam opcje: dzwonić na policję, dzwonić do właścicielki zanim obce mnie zobaczą, gonić obce zanim zwieją.
Zrobiłam tak. Zacisnęłam pięści. Obczaiłam jak silne są. Podeszłam i pierwsze co zaczęłam oswobadzać koniulce. Oczywiście pełen wkurw i miałam ochotę w twarz im wrzasnąć niedelikatnie: WYPIER*ALAĆ! Powstrzymałam się. Zdenerwowana acz spokojna zadałam pytanie skąd się tu wzięły i wyłożyłam jak niepoważne są. Zrozumiały. Przestraszyły się. Chciały iść. O nie,nie! W związku z tym, iż to nie moja posesja zadzwoniłam do właścicielki, co robić. Chciała z nimi rozmawiać. Rozmawiała.
To zajście jest przerażające z kilku powodów:
1.coś mogło stać się koniom
2.coś mogło stać się tym dzieciakom
3.pomyślcie sobie, pomijając kwestię końską: ktoś wchodzi do waszego domu, pod waszą nieobecność i gotuje, bo kocha gotować.
Schiza na maxa. I strach.
Wiecie, jestem stara. Kiedyś też miałam odwagę na głupie i nieprzemyślane głębiej czyny. Miałam w sobie mniej wstydu. Uleciała ze mnie (chociaż nie do końca) dziecięca naiwność. Mimo tego nigdy nie miałam w sobie tyle tupetu, by naruszać czyjąś prywatną posesję bez zgody właściciela! Teraz co kilka minut się rozglądam naokoło, czy ktoś obcy się nie zbliża i mam pospinane mięśnie ^^. Padaka, a raczej pełna gotowość do obrony. Hehe.
Poza tym konie całkiem milutkie dziś dla mnie. Powygłupiałam się z nimi. Pogadałam. Poczyściłam. Pokarmiłam. Teraz obok się szwendają i po buraczanym poczęstunku przygotowanym przeze mnie wsuwają trawsko. A śmieszne bażanty przychodzą do płotu z lasku i co wstanę to zwiewają xD.
A wczoraj spotkałam się z Alutkiem. Zechlałyśmy sałatkę, wypiłyśmy piwo, a później przeniosłyśmy się do innego (oddalonego o niecałe 100m) lokalu na drinka dla niej, dla mnie czekoladę na gorąco z bitą śmietaną ^^. To był tak przemiły wieczór! Na studiach nie mam z kim odstawiać takich clubbingów :C.
Ubrałam się trochę dla jaj, trochę z kaprysu, trochę z zachcianki całkiem męsko. Jedynym damskim akcentem były rajstopy prążkowane i obrączka z cyrkoniowym oczkiem.
A jutro spotkanie z Badusią! A dziś beuty day, bo moja skóra woła o pomstę do nieba.
Lecę do domu, bo mi ręce zmarzły i w kuchni posprzątać :P
Do następnego!
odwazna jestes :P ja bym dzwonila na policje
OdpowiedzUsuńA może głupia? Kto wie...
OdpowiedzUsuń