czwartek, 12 listopada 2009

Śmierć na 3?

We wtorek wieczorem wróciłam do domu. Odebrała mnie Bada. Pojechałyśmy do mnie. Spędziłyśmy razem całą noc i cały następny. Prawdziwe święta z wystawnym obiadem. Przyjechała też siostra z mężem.
Dobrze jest, kiedy rozmawiasz z kimś o tym co czujesz bez obawy, że ktoś nie będzie Cię słuchał, a Ty nie zostaniesz usłyszany. Dialog na kosmicznie wysokim poziomie, takim dotykającym gwiazd w porównaniu z ludźmi ze studiów. Kiedy drzwi za Badą się zamknęły w środę wieczorem byłam pusta, opróżniona. Rano zbudziłam się ze smutkiem. Sama nie wiedziałam czemu, ale krótka rozmowa z moim prywatnym Wirtualnym Psychologiem (znajomy z sieci) i ten smutek chyba wyniknął z tego, iż przyjdzie mi to wszystko w niedzielę już opuścić. To takie żałosne, przecież ja tu wrócę za jakieś dwa tygodnie... Moja głowa zawodzi mnie samą. Baka! Baka! Baka!
Dziś cały dzień w stajni. Zginęłabym trzy razy xP. Raz dostałabym w brzuch z zadnich nóg. Drugi raz prowadząc konia, który zaczął się wiercić i denerwować, wspiął się, a ja bezwładnie rozjechałam się na błocie i upadłam. Konik (o jakże adekwatnym imieniu Urwis ^^) przegalopował po mnie. Nie mam pojęcia jakim cudem, ale nawet nie musnął mnie kopytem. Po wyszykowaniu Urwisa na jazdę wróciłam po kask i rękawiczki. Zamyślona przyrżnęłam okiem i nosem w metalową kratkę od boksu -,-'. Łzy z lewego oka ciekły mi ciurkiem. Pewnie będzie małe lajpo xP Żyję.
Zapach i ciepło konia. Praca z nim w siodle. Skupienie tylko na tworzeniu harmonii. Konie wyciągają ze mnie zbędne myślenie i dają siłę. Najwspanialsi terapeuci.
A jutro trzeba mi będzie wstać o 6. Dzień zakupów. Czy wspominałam już, że co przyjadę do domu kupuję sobie jakieś ciuchy ^^'? Hehe. Zobaczymy czy coś ciekawego wpadnie mi w łapy.
Do następnego.
PS. Trochę przysiadłam i przejrzałam parę japońskich gazetek. Kolaż ze znalezionych kokardkowych inspiracji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz