czwartek, 10 grudnia 2009

Nareszcie!

Nareszcie od 1 października czuję się zrelaksowana. Układa się jakoś po mojej myśli. Czuję się stabilna.
Przed chwilą wróciłam z kolejnym kubkiem herbaty. W czasie, gdy gotowała się woda wyglądałam przez okno. Na osiedlu pusto. Współlokatorki śpią. Chyba mają jakieś ważne zajęcia, bo wyjątkowo szybko położyły się spać i wieczorem były cicho. Kurza stopa, czuję się tak jakbym tylko ja tutaj nie spała o tej porze. Wyglądam przez okno pokoju i gdybym nie wiedziała, że naprzeciwko jest blok, w życiu bym nie powiedziała, że cokolwiek poza wolną i ciemną przestrzenią się tam znajduje.
Mojej koleżanki z pokoju nie ma. Wróciła do domu. Od wczoraj czytam po nocy mangi i słucham muzyki jakiej zechce. Rzucam swoje ciuchy jak chce. Sprzątam kiedy chcę. Wietrzę pokój kiedy chcę. Hałasuję i poruszam się swobodnie. Poznałyśmy się dopiero na studiach (czyli niecałe 3 miesiące)i ku mojemu zdziwieniu układa nam się całkiem nieźle. W każdym razie nie wchodzimy sobie w drogę, a wręcz pomagamy.
Mimo wszystko już odzwyczaiłam się od dzielenia z kimś pokoju. Zwłaszcza z kimś obcym. Nawet na obozach letnich od kilku dobrych lat dzielę pokój z dwiema przyjaciółkami.
Dlatego też korzystam ile się da ze swobody jaką pozostawiła mi współlokatorka. Jestem jej z całego serca wdzięczna. Czuję jakbym strasznie dawno czytała dla siebie z przyjemności. Studia chyba męczą.
Wracając z zajęć przypomniał mi się komentarz do poprzedniego postu o bocianiej kupie. Zaczęłam się na głos śmiać. Babeczka prowadząca przede mną rower się obejrzała. Udałam, że to kaszel. xD




Do następnego pewnie już zestresowanego wizją nauki na kolokwia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz