To właśnie z nim w ciągu tej świątecznej przerwy widywałam się najczęściej. Ogromnie radosne spotkania, wieczorne spacery, stare dobre czasy, rozgrzane myśli i głowa a zamarzające dłonie i stopy. Dużo uśmiechu. U niego też całkiem składnie, a wręcz dobrze. Dziś o 2 nad ranem wyjechał. W chwili, kiedy się żegnaliśmy oczy zaszły mi łzami. Nieważne, że to przez wiatr i zimno. Były łzawe pożegnania. Równocześnie otrzymałam pierwsze najlepsze życzenia noworoczne. Oby udało nam się spotkać za te dwa miesiące...
Po spotkaniu z ciocią postanowiłam poszukać jakiejś muzyki na jutrzejszą imprezę. Wiem, że Natali gustuje w muzyce ubiegłych dekad, więc zaczęłam przetrząsać sieć. Nagle, przez przypadek znalazłam utwór Joe Cocker'a z Woodstock'u. Zrobiłam oczy jak pięciozłotówki O.O. Nie mogłam w to uwierzyć! Cocker był w mojej głowie zawsze tylko niegroźnym starym dziadem, który podśpiewuje sobie jakąś komerchę do radia i reklam. Jaką ignorantką byłam! Teraz śmiem twierdzić, że ów, do wczoraj 'stary dziad' całkiem znośnie przeszedł od młodego rockmana do dojrzałego muzyka rockowego czy nie,nieważne. Jego wizerunek dziś jest całkiem sympatyczny. Koleś trzyma fason i ma klasę.
Do następnego pewnie już całkiem noworocznego!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz