piątek, 28 sierpnia 2009

FTV i wieczorne lansY

Rano ból brzucha. Przed południem znajomi i ból brzucha i MTV Hits. Po 12 weszłam do wanny i moczyłam się w gorącej kąpieli z pianką godzinę. Pomyślałam sobie, że już dawno nie siedziałam sobie dla relaksu/zabicia czasu w łazience, a z braku laku i pomysłu co by tu porobić z dala od komputera wybrałam opcje nurkowania połączoną z muzykoterapią. Dalej przeszłam do robienia paznokci u stóp i dłoni. Połączyłam to z oglądaniem telewizji, a że nic ciekawszego niż FTV nie znalazłam majstrowałam przy kończynach i zerkałam na ekran. I tak trafiłam na 'Tygodnie mody'.
MIU MIU prezentowała warstwowe ubrania o opływowych liniach, przybrudzone barwy- róże, biele,czerwienie, szarości i czernie. Gdzieś tam mignęło mi foterko przy kołnierzu i na torebce. Lakierowane buty w odcieniu miętowawym ? (światło mogło przekłamać) i brudno-przypudrowanego różu, czy kawy z mlekiem.
D&G na jesień to wielkie, bufiaste rękawy, futro. Kolory to: czerń, biel i srebro oraz (dla przełamania standardowej dla większości domów mody na ten sezon palety) fuksjowy róż. Prześwietnie przemyślana kolekcja i pokaz. Na początku przeszła biel, czerń srebro, by po chwili w akcencie (szpilki, torebka) pojawił się wspomniany różowy. Świetne przejście w prezentacji, jeśli chodzi o kolory.

Kenzo na tle obejrzanych przeze mnie pokazów wyróżniał się najbardziej. Zdecydowanie (nawet w muzyce) czuć inspiracje Rosją ludową. FTV lepiej zmiksowało muzykę z pokazu pomijając nudny, bez wyrazu wstęp. Ogólnie było mi przykro patrzeć na to show. A gdzie japońskie inspiracje Kenzo przeplatane z najnowszymi trendami?! Zawiodłam się. Może to dlatego, że spodziewałam się zupełnie czegoś innego. Moim zdaniem kiepsko.

CK to proste linie kroju ubrań, czerń w wydaniu matowym, satynowym i żakardowym razem ze srebrem. Makijaż nude. O ile pokaz Kenzo (z clipu na FTV) ratowała muzyka, tak CK miał kiepski podkład i ciuchy, które też nie przypadły mi do gustu.

Moschino Cheap & Chic to nadal zabawa. Czerwień, róż, czerń, brudna biel, następnie butelkowa zieleń i żółć o satynowym połysku. Bardzo fajny i pomysłowy motyw z przekrzywionym paskiem przewijający się na większości, a przynajmniej sporej części ubrań. Żaboty, falbany i uszy myszki Mickey. No i moje ukochane kokardki na ubraniach <3!


Eh.Było jeszcze kilka pokazów, ale akurat nie spoglądałam w tv. Wszystkie tu wypisane rzeczy na temat kolekcji to tylko i wyłącznie moja opinia. Kogoś, kto modę ocenia na zasadzie podoba mi się-nie podoba.
Wieczorem wyszłam na umówione spotkanie i oczywiście najadłam się obaw o czekającą mnie od października edukację...Yh, yh, yh -tyle mogę powiedzieć. Nie ubrałam się jakoś specjalnie, więc nie wklejam setu.

czwartek, 27 sierpnia 2009

Kokardziana prasówka i trendy z Japonii

Niestety, nie pochwalę się efektem sprejowania. Popełniłam nieznaczną próbę wysprejowania znaczka i to był błąd. Dochodzę do wniosku, że z wiekiem zaczynam myśleć przyszłościowo, a przynajmniej składniej niż kiedyś. Teraz wiem, że jeśli posiadam tylko jedną sztukę czegoś co chcę wykorzystać do swojego projektu, nie mogę tego zużyć już za pierwszym razem. Kiedy robię coś pierwszy raz i zazwyczaj mylę się i cała moje praca może polecieć do śmietnika. Dziś robię testy na czymś starym, czego żal mi nie będzie. Tak oto uratowałam swoje t-shirty. Zakupiłam farby do malowania tkanin. Wycięłam szablon. Zamiast chwycić koszulkę, którą używam w schowku na szmaty wygrzebałam stary t-shirt i oczywiście już wiem, że muszę robić szablony z plastiku (koszulek na dokumenty,itp.), gdyż tekturowe przeciekają! A może to nie wiek, ale ilość wolnego czasu wpłynęła na moje planowanie pracy? Hmm...
Poprzeglądałam sobie kilka japońskich gazetek i mam nadzieje, że trendy w nich lansowane pojawia się w Polsce.
Zauważyłam mnóstwo:
1.czerni
2.ćwieków
3.skórzanych kurtek
4.KORONKI!!!
5.torebki z kokardkami

Być może coś jeszcze, ale zapomniałam. Ogólnie najbardziej jestem rada z 4. , gdyż mam ciśnienie na ciuch z koronką. Błagam zatem o coś ładnego, a nie bazar- i tandeta-style. Czerń. No właśnie. Zdecydowanie za dużo tej czerni pojawiło się w czasopismach. Czyżby na ulicach miał zapanować pogrzebowy nastrój...Mam nadzieje, że dzięki ludziom nieświadomym mody do tego nie dojdzie ^^! Szal na ćwieki już trwa. Torebki z motywem kokardki chyba nie są aż tak popularne w Polsce, jednak w sezonie letnim 2009 pojawiło się ich całkiem sporo.
No nic. Kończę.
Do następnego.

środa, 26 sierpnia 2009

Obiecana DIY kokardka-broszka

Cóżm... Miała być Wawka i Wielokulturowe Warszawskie Street Party 2009, a będzie siedzenie w domu. Niby carpe diem, ale jeszcze nadarzy się okazja na jakiś wyjazd. Najsmutniej jest mi z powodu kolegi, z którym miałam jechać. Własciwie oboje bardzo chcielismy jeszcze w sierpniu gdzieś wybyć, ale co robić. Czasami w życiu trzeba sobie czegoś odmówić. Mam nadzieję, że z nastepnego wyjazdu wrócę szczęśliwa jak nigdy [co pewnie się nie stanie, ale... xP]
Jutro koniecznie niezbędny jest mi dzień bez komputera! Znowu zaczynam przesiadywać cały dzień przed monitorem i w dzień muszę się zdrzemnąć ze zmęczenia -,-.
Właśnie jestem w trakcie klecenia kuferko-puszki na kosmetyki. Co z tego wyjdzie, jeszcze nie wiem. Wiem jedno, jeśli wyjdzie coś znośnie ładnego pochwalę sie, jesli nie,to pewnie wyląduje w koszu.
Broszka powstawała w sumie 3 godziny. Najwięcej oczywiście zajęło mi wymyslenie strategii od czego zacząć. Sporo energii straciłam też na wzmacnianiu konstrukcji, co by się nie rozpadła. I tak nie uniknęłam wypadnięcia kryształku z metalowej podstawki i pół imprezy łaziłam bez broszki. Teraz oczko skleiłam i błyskotka czeka na kolejną okazję do założenia ;). Ciekawe czy tym razem wytrzyma.
Pędzę kończyć sprejowanie, bo już późno!
Do następnego.

wtorek, 25 sierpnia 2009

Urodzinowe party i różowe kokardki

Byłam, wypiłam i pozostawiłam po sobie ślady w klubie -,='. Czyli było ciężko, bo strułam się alkoholem przeokropnie. Ale moje regeneracyjne możliwości są niesamowite i po 5 h snu znów byłam na nogach cała i zdrowa. Z całej tej mojej 'choroby' najlepsze jest tylko jedno: nikt (poza solenizantką i koleżanką która wytrwała razem z nami) mnie tam nie znał xD. He he. Wstydu nie było, ale mam nauczkę, że z Alą pić alkoholu nie mogę! Zawsze kończy się to ciężko -,-. Za ciężko.
No to teraz mój strój. Zdecydowałam się założyć tunikę, legginsy i różową hand made broszkę, której bliższe real foto pokaże innym razem. Z racji tego, iż ogólnie całość prezentowała się ironicznie postanowiłam dodać do tego czarno-fioletowe paznokcie, kolczyki krzyże i czarne baleriny haftowane z cekinami. Dla przełamania zabrałam brązową torbę, która była w stanie pomieścić cały mój imprezowy majdan.
Ogólnie czułam się bardzo dobrze w tym stroju i tak sobie myślę, że taki styl odpowiada mi najbardziej. Może jest trochę karykaturalny, czy smutny, ale ja czuje się w nim najswobodniej i najmniej niedopasowana. Mam wiele pomysłów na ciuchy, które wzbogaciły by moją szafę, jednak brak funduszy każe mi trzymać wyobraźnie na wodzy i korzystać z tego, co mogę znaleźć w swojej szafie teraz.
Jutro czeka na mnie parę spraw do załatwienia na mieście, więc znikam.
Do następnego kokardunie!

sobota, 22 sierpnia 2009

Laurka i zapomniane pogaduchy


We wtorek dostałam zaproszenie na urodziny koleżanki. Wyjątkowo byłam uradowana i zdecydowana, by jechać (mieszka z mieście oddalonym ok. 20km). Wszystko pięknie, plan dostania się do niej był opracowany, ale rodzinne sprawy nagle przybrały niefajny obrót i zdecydowałam, że nie moge rodziców opuścić. Na szczęście dziś wszystko jest w porządku i jadę wieczorem do Alicji (solenizantki). Prezent kleciłam całe wczorajsze przedpołudnie.
Skromna własnoręcznie robiona-malowana laurka i wódka-to cały mój prezent. Niestety fundusze nie pozwalają mi na nic lepszego. Ciekawa jestem jak jej się kartka spodoba...Zobaczymy.
Nie wiem czemu, ale nagle mnie wkurzyła warstwa kurzu (która nie pamiętam kiedy ostatnio ścierałam) i postanowiłam nadrobić sprzątaniowe zaległości. Przy okazji znalazłam dwie czyste płyty, których szukałam ;].
Wczoraj zaś siedząc na koniu zaczął wydzwaniać do mnie jakiś nieznany numer. Okazało się, że to moja koleżanka z którą nie spotykamy się zbyt często. Było wino, było piwo, papieroski i dziewczyny, z którymi nie gadałam lata świetlne. Miło było się tak wygadać i posłuchać co u nich. na całe szczęście i ku mojej radości u wszystkich powoli do przodu :).
No nic, ide grzebać w szafie za jakimiś szmatkami na dzisiejszy wieczór.
Do następnego kokardnięcia!

wtorek, 18 sierpnia 2009

Kokardkowa-japońska prasówka

Dziś właściwie niczego specjalnego nie dokonałam (może poza otworzeniem w pidżamie i szlafroku, z maścią na twarzy drzwi Pana z UPS). A nie! Odkryłam, że UPS wprowadził mundurki dla dostarczycieli! Trochę brzydkie, khaki koszula z naszywką UPS i spodnie na kant. Prawie jak leśniczy, albo kadeci jacyś, czy harcerze...
Nareszcie mam rower! Co prawda nie jest taki jaki chciałam, ale jest sprawny. W związku z tym, iż mi się nie podoba nie będę się bawiła w przemalowywanie go i upiększanie. Niech zostani taki jaki jest. Mam nadzieje, że nasza współpraca będzie owocna i bezkonfliktowa. Niestety tak dawno nie używałam swojego roweru, że gdzieś podziałam kłódkę i nie mogę go zabierać na miasto, gdyż nie mogę go bez obaw zostawić. Wiem, że gdyby ktoś chciał ukraść rower,to ta blokada większych przeszkód dla sekatora nie stanowi,ale to dla mojego spokoju umysłowego xP.
W związku z tym, iż stałam się mobilna postanawiam z dniem jutrzejszym wyruszyć na lumpexy! Nastawiam się raczej negatywnie, gdyż ja i moi znajomi zauważyliśmy, że od dłuższego czasu wygrzebać coś fajnego w rozsądnej cenie to praktycznie coś graniczącego z cudem.
Jako że ostatnio się rozleniwiłam oto co kokardkowego wygrzebałam z japońskiego Vogue i jeszcze jednego pisemka. Niestety zauważyłam, że kokardkowy szał się kończy, a przynajmniej przeżuca się na torebki :(.
No nic, ja kończę.
Do następnego kokardunie!

niedziela, 16 sierpnia 2009

Dzień dobry na psucie


Cóż...Pożegnanie z siostrą,śniadanie,chwila przed komputerem i ok.13 kima. Zbudził mnie telefon po 16. Koleżanka chce mnie wyciągnąć na miasto. Czemu by nie. Szybka kąpiel i obiad. Jeszcze poobiednia kawa i koleżanka jest już u mnie. Postanowiłam, że pozmywam i właśnie w tej chwili dzień psui się rozpoczął.
Nie wiedzieć czemu obluzowała się półeczka na szklanki przy suszarce do naczyń. Potłukłam dwie szklanki. Wszyscy przeżyli. Wyszykowałyśmy się, pogadałyśmy,dołączył do nas jej chłopak.
Wygrzebałam moje fioletowe rurki, które zakładam tylko wtedy, gdy najdzie mnie na nie ochota, czyli dość nieczęsto. Do tego długi, czarny kardigan i czarny t-shirt. Pleciony pasek i brązowa torebka w celu przełamania tej gry fioletu i czerni. Na nogach miałam kolorowe skarpetki w paski, które zafarbowały ;( i zbladły!! Do tego jeszcze moje muchy i fioletowo-rózowo-panterkowy szaliczek. Standardowo założyłam czarne trampki z białymi sznurowadłami, które był kokardkowym elementem mojego setu xP.
Wyruszyliśmy w stronę Słońca. A co! Wylądowaliśmy w naszym,ostatnimi czasy ulubionym pubie. W czasie, gdy rozmawiało się nam w najlepsze trach! Prawie zrobiłam fikołka w tył. Poręcz mojego fotela odczepiła się od ramy oparcia -,-. Dżizas. Powiadomiliśmy barmana. Jakoś tam to poprawił i fotelik działał do końca wieczoru. Eh. Niestety katastrof na ten dzień nie było dosyć. Wyruszyłam do toalety. Juz na wstępie zamek się zaciął i nie mogłam go zasunąć. Zły znak, a ja go zignorowałam. Wszystko pięknie, zaczynam zapinać spodnie, pasek...Brzdęk. Sprzączka od paska rozleciała się na części pierwsze -,='. Super.Super. Mój ulubiony pasek umarł tego wieczora na amen :C.
Oby jutro był lepszy dzień.
Do następnego kokardki moje.

czwartek, 13 sierpnia 2009

Wściekłe psy bez kokardek proszę


Dzień który zaczął się marnie wcale marnie skończyć się nie musi! Dokończyłam czytać mangę (która skończyłam czytać o 4) i nie miałam co z sobą począć. Posprzątałam, wykąpałam się i przespałam. Wprosiłam się do znajomych, by później trafić na spotkanie z jeszcze innymi znajomymi. Niewinne jedno piwo skończyło się na 3-4 kolejkach wściekłych psów i bólu głowy odczuwalnym już teraz -,-". Ubrana dość rockowo? (znajomy nazwał mnie punkówą, co doprowadziło mnie do maleńkich spazmów xP) Eh. Chyba takiej energii trzeba mi było! Chociaż za parę godzin mój energetyczny wskaźnik zapewne będzie ujemny, myślę, iż było warto odstrzelić taki mały clubbing. A droga powrotna (okrężna jak tylko mogła być) z Jackson'em, Perfect'em,X-Zibit'em i innymi hiciorami była najlepsza!
Podsumowując: Dlaczego kłamiesz, że miałaś wszystko?"
Do następnego kokardunie moje prześliczne!!

wtorek, 11 sierpnia 2009

Kokardkowy zastój a powrót do neon-style

Co z tego, że położyłam się wcześniej? Zasnąć nie mogłam, a o 1:04 [kiedy to już przymknęło mi się oko] zbudził mnie sms od siostry. Nagle zachciało im sie wracać z Czech do domu. Co było robić? Rozścielałam im wersalkę w dużym pokoju (w zaskakująco bezszelestny i niebudzący czujnej mamy sposób) i położyłam się. Przez jakieś 30 minut nie mogłam się ułożyć, lecz niewidzieć kiedy usnęłam. O zgrozo, parę minut po 8 obudził mnie dzwonek do drzwi. Czy to normalne, żeby koleś od wodomierzy łaził po ludziach tak wcześnie?! Razem z siostrą i jej mężem nie spaliśmy do jakiejś 11. Zasnęłam na śpiworze rozłorzonym na ziemi podczas oglądania telewizora z resztą nagle zbudzonej bandy.
Już nie było potrzebu budzenia się o 9. Nigdzie nie poszłam, gdyż lało. Po 9 dostałam list od Prorektora do spraw dydaktyki oraz Przewodniczącego Instytutowej Komisji Rekrutacyjnej xD. Oficjalnie, z dniem pierwszego października stanę się studentką! Haha!
Trochę się cieszę, trochę nie... Dużo z tymi studiami roboty. A to mieszkanie (którego sobie nie mogę znaleźć), a to bank, a to jakiś komputer, a to miasto w którym w życiu (nawet przejazdem) nie byłam, a to brak jakichkolwiek znajomości. Chwilami myślę sobię : dam radę! Jednak jak na razie żyję obawą, że będę koczowała w namiocie pod uczelnią i tyle będę miała z tego całego studiowania. Eh. O dalszych postępach w sprawie stancji pewnie jeszcze napiszę.
Obudzili mnie przed 16. Postanowiłam, że się ogarnę. Następnie wybralam się na osiedlę w celu uiszczenia różnych opłat i dalej do sklepu po przypinki, które w przyszłości posłużą mi jako zapięcia do hand-made'owych broszek. Zabarałam ze sobą aparat. Myślałam, że coś mnie pociągnie do zrobienia fotki. I nic. Tylko myślałam o tym, że głupio wyglądam ^^. Dawno już nie nosiłam bluz sportowych jako części stroju nie do uprawiania sportu. Do tego soczysta torba i badziki wpięte przy szyi. Jednak niedobrze się czuję w tym stylu, a jeszcze 2 lata temu to był mój najzwyklejszy i ulubiony styl ubierania. No cóż, tylko krowa nie zmiania zdania. Mimo wszystko czasme dobrze jest zrobić coś dla przypomnienia i na przekór sobie. Dzięki temu doszłam do wniosku, że potrzebuję kilka dziewczęcych i prostych bluzek do biegania na codzień. Wielkie poszukiwania i łowy czas zacząć!
Do następnego!

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Bibelotowe puzderko znów DIY

Co się dzieje?! Ja się pytam, co się dzieje?! Zbudził mnie szczęk zamykanego zamka - to wychodził mój ojciec z [świętej pamięci :C] rowerem. Podekscytowana myślą, że w piwnicy czeka na mnie nowy wehikuł ogarnęłam się pobieżnie i pobiegłam do piwnicy. Ku memu rozczarowaniu nie znalazłam roweru. Eh... Następnie zaczęłam się nudzić, by w końcu wylądować w wannie. Oparzenie delikatnie widać, ale nie boli. Zrobiłam obiad. I nic. Nuda. Co by tu porobić. Stanęło na tym ,że zaczęłam sobie szukać filmików na YouTube i to właśnie one magicznie mnie natchnęły.
Kiedy wróciłam znad morza przytargałam ze sobą dwa blaszane pojemniczki po dropsach. Pomyślałam sobie, że przygarnę je i wykorzystam jako (potrzebne mi ostatnimi czasy) pudełeczka na biżuterię. Wszystko fajnie, ale jedno [z zimowym nadrukiem] nie podobało mi się wizualnie. Trochę spray'u z lakier
em samochodowym, kawałek starej firanki i proszę bardzo...

Za kiepską obróbkę przepraszam. Photoshop to dla mnie czarna magia -,-. Trochę ten końcowy efekt mnie śmieszy. Wyszła bardziej panterka niż barokowy wzór ^^. Ale co tam! Mi osobiście bardzo się podoba.
Kokardkowym tworem pochwalę się, kiedy zdobędę odpowiednią przypinkę, która jest niezbędna do pełnej stylizacji mojego portfela. Jestem zaskoczona moim nagłym, nieplanowanym i zaskakującym przypływem 'artystyczne' energii.
Lęcę oglądać moje dramy i spać, bo jutro (niestety) wstaję o 9:00.
Do następnego kokardnięcia!

niedziela, 9 sierpnia 2009

Poparzenia i nienawiść do hydraulików

Dziś przeżyłam chwilę grozy i załamania. Wczoraj ciepłej wody w ciągu dalszym nie było, więc nie łudziłam się, że w niedzielę ktokolwiek zadziała i uruchomi magiczne kurki. Jak co dzień od tygodnia zagrzałam wody i myjąc się dozowałam część wrzątku i resztę zimnej wody z kranu. Z moich jakże niezdarnych rąk czajnik z wrzątkiem zaczął się wymykać oblewając przy tym lewe udo. Ból okropny. Oczywiście ja, miast natychmiast polewać nogę zimną wodą dokończyłam płukanie włosów i dopiero zabrałam się do gaszenia pożaru powstałego na mojej skórze.Czułam jakby ktoś oblewał mi nogę kwasem, a pianki,czy kremu na oparzenia w domu brak! Posmarowałam grubą warstwę zwykłej Ziaji ogórkowej i zostawiłam. Szczęście w nieszczęściu wylałam może szklankę/ dwie tej gorącej wody[a mogłam więcej]. Po godzinie czerwony ślad zniknął, a pieczenie ustało. Z krótkich spodenek zrezygnowałam, chociaż to i tak cud, że ruszyłam się do sklepu i znajomych. Udo nadal delikatnie piecze i jest gorące, ale czemu się dziwić? Cierp ciało swoją niezdarność...Oby jutro przestało boleć.
Po opanowaniu sytuacji wybrałam się do znajomych na niedzielną kawę, a następnie po tusz do rzęs [MNY Colossal Volum Express], gdyż miałam okazję wykorzystać magiczny kod i kupić go w bardzo przystępnej cenie 16,99zł ^^. Tak oto ubrana wybrałam się 'na miacho' x)...


















Moje specjalnie krócej obcięte spodnie[tak by było widać kawałeczek skarpetki] torebeczka na bigiel (moja ma skórzany, a nie łańcuszkowy pasek),błękitne skarpetki w paski, H&M'owska kokardka we włosach,gładki t-shirt i ostatnimi czasy ulubione trampki. Hm, tak się zastanawiam czy to dobry zestaw. No,na pewno nie najlepszy xP.

Wszystko fajnie, ale na spotkaniu dowiedziałam sie od Pana Jarka eN. /kolegi/, że ciepła woda jest cały dzień! Myślałam, że szlag jasny mnie na miejscu trafi. Nienawidze hydraulików! Przez nich mam popażoną nogę, a mogłam tego uniknąć! Może to kara za oszczędność? Nie wiem.
No nic, żegnam kokardunie w poparzonym nastroju x[ !
Do następnego

Bowmaniacalna DIY bransoletka

Dziś nie odnotowałam niczego szczególnego. Cały dzień spędziłam przed komputerem [nie licząc paru godzin snu w ciągu dnia i godziny sprzątania]. Znów zaczyna mnie ciągnąć do robienia zdjęć. Tym razem chciałabym spróbować popstrykać trochę aparatem analogowym. Nie mam pojęcia czemu, ale czuję, iż będzie to mała katastrofa, gdyż wciąż mam moje 'śliczne' -porozmazywane, źle wykadrowane- foteczki, które robiłam co prawda w wieku 12, czy 11 lat...Mimo to pomnik Kopernika z odciętą głową wciąż zdobi mój album ^^. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
Skończyłam moją bowmaniac'ową bransoletkę. Wykonana jest z muliny. Oto efekt jakiś 7 godzin pracy (+1,5 godziny na obmyslanie strategii wzoru).














Hue hue, gdyby ktoś nie widział wyraźnie na bransoletce od lewej występują : kokardka, [napis] Bowmaniac, 3 małe kokardki.Dawno już niczego nie plotłam, ale oczywiście misja - kokardkowy wzór! zmobilizowała mnie do działania. W chwili gdy wykonywałam ostatnie supełki zastanawiałam się nad jej wykorzystaniem. Na ręce jej nosić nie będę (nie te czasy, poza tym to niezdrowe, jestem za stara na takie ozdoby xP), przy telefonie i torebce też nie, nigdzie nie naszyję...Moment zawahania i ten oto nowy twór powędruje do suwaka mojego podróżnego plecaka. Będzie mi umilał wędrówki.
No nic,do następnego kokardunie

sobota, 8 sierpnia 2009

Nowe początki, czyli kokardkowe przenosiny

Nie jestem zbytnio systematyczna w pisywaniu blogów. W przeszłości prowadziłam może dwa blogi, ale szybko rezygnowałam z ich prowadzenia. Ten blog, czy to przez mój wiek i podejście, czy to przez tematykę tworzy mi się całkiem przyjemnie. Piszę w czasie teraźniejszym, gdyż już prowadzę blog -> bowmaniac . Co prawda nikt nie napisał do tej pory ani jednego komentarza, ale odwiedzin (jak na moje doświadczenie w prowadzeniu bloga) zanotowane zostało całkiem sporo. Chwilami chciałabym poznać zdanie internautów na temat tego co piszę, jednak dzięki temu ten internetowy pamiętnik stał się rzeczywiście trochę osobisty.
Z onetu uciekam, gdyż w ogóle nie łapię niektórych ustawień, a będąc osobą mało znającą html i inne cuda na kiju zadecydowałam umościć sobie bloga na blogspocie. Jak mi się tu będzie pisało, tego jeszcze nie wiem. Jak na razie opcje są przyjaźniejsze niż na poprzednim portalu. No nic. To by było na tyle, napiszę zapewne wieczorem.