środa, 30 września 2009

Niezłe (zamrożone) jaja i kokardkowe upadki

Tu jest zupełnie jak na koloniach. Tyle, że niekontrolowanych. Czuje się wkurzona, zażenowana, rozbawiona i dziwaczna. W obliczu ludzi z którymi przyjdzie mi żyć pod jednym dachem jestem tabula rasa. Nie mam żadnej przeszłość, jeśli nawet w rozmowach gdzieś się przewija, jest bez znaczenia. Liczy się tylko tu i teraz.
Wczoraj wybraliśmy się wszyscy na imprezę integracyjną kierunku koleżanki z mieszkania. Spóźniliśmy się 9 minut i nikt już nie czekał. Spotkaliśmy dziewczynę, która też się spóźniła i ruszyliśmy w poszukiwaniu jakiegoś pubu. Trafiliśmy w jakieś dziwne miejsce. Dziwny człowiek zaczepiał nas, kiedy zostałyśmy w trójkę przy stoliku na jakąś godzinę. Oczywiście zwiał i już nie spojrzał, kiedy reszta wróciła ^^.
Przyszedł po nas organizator imprezy integracyjnej z koleżanką i wyrwał z tego nieprzyjaznego lokalu. Kiedy wychodziłam...wywaliłam się i to dość spektakularnie na kratkę-wycieraczkę -,-. Czemu takie rzeczy przypadają właśnie mnie w udziale?! Teraz prawe kolano mam lekko spuchnięte, delikatnie rozcięte i obolałe. Mam tylko nadzieję, że to nic poważnego, zwykłe stłuczenie,bo do domu wracam dopiero za tydzień.
Na domówce na którą trafić mieliśmy na początku wyprawy było powiedzmy sympatycznie. Dobrze? Tak naprawdę, to trudno mi stwierdzić, nikogo (poza czterema osobami, które poznaję od poniedziałku) nie znałam. Chłopaki z tamtego lokalu całkiem mili i gościnni, straszne gaduły. Zwinęliśmy się po 24. Wracaliśmy pół godziny, a powinniśmy 15 minut :/. Weszliśmy w złą bramę i nadrabialiśmy ładnych kilka kilometrów. I tak cud, że w obcym mieście po 24 trafiliśmy nigdy wcześniej nie idąc tamtymi ulicami :D.
Będzie dobrze!
Do następnego.
PS.Zapomniałam dodać historyjki o tematyczny jajach. Więc lodówka w mieszkaniu była ustawiona na takie zimnienie, że moje jajka zamarzły ;]. Wylądowały bidaczki w koszu. Zjadłam jajecznicę bez jajek. Także...BEZ JAJ!

niedziela, 27 września 2009

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, kokardki zagoszczą wszędzie !

Siedzę sama w obcym mieszkaniu, obcym mieście...Zdążyłam już poczynić pierwsze osiedlowe zakupy, grzebień za 2zł. A tak mi się wydawało, że dwa zapakowałam co najmniej -,-'.
Powiem szczerze, teraz jest mi całkiem przyjemnie. Jutro poznam współlokatorkę, a za trzy dni resztę. Będzie nas tu całkiem sporo i do oporu. Poza tym, że w kuchennych szafkach leżą zdechnięte mole spożywcze ( bleee) -dalej zwane fenixami, z racji tego, że pewnie się odrodzą-jest całkiem ok. Jak nie lubię sprzątać, tak jutro po przybyciu koleżanki i jej względnym rozpakowaniu pokój poodkurzam. Na całe szczęście łóżka mamy nowe i mogę bezpiecznie oraz spokojnie teraz sobie na nim leżeć. Mała niespodzianka! Miało nie być kokardek, a są! na prześcieradle :P. Po otworzeniu szaf w przedpokoju zaatakował mnie smrodliwy zaduch. Ciekawa jestem czy ubrań, które tam wiszą (oraz leżą) należą do dziewczyny,która kontynuuje mieszkanie tutaj...Ja przynajmniej już wiem, że tam niczego nie powieszę.
Niestety, wystrój mojej części pokoju się nie spełni. Kryształowy wazon został w domu. Na biurku leży/stoi tylko lustro, sterta gazetek do czytania i kuferek na bibeloty. Obrazeczki stoją na półeczce-parapecie nad moim łóżkiem. Może to i dobrze. Nie muszę kombinować jak tu umocować antyramy do ściany bez gwoździa i młotka ^^'.

Teraz idę spać.
Do następnego !
Kokardkowych snów :F

piątek, 25 września 2009

Kokardkowy wernisaż

Dzień wczorajszy można określić jako słodko-gorzki. Z jednej strony sukces Badeczki (koleżanki), z drugiej pożegnanie z Dziewczynami i chłopakami też xP.
Oczywiście wszystko odkładałam na ostatnią chwilę i 3 razy przed wyjściem się przebierałam. Już jakiś tydzień? temu wymyśliłam strój na tą okazję. Jednocześnie myślałam, że będzie chłodniej. Dlatego zrezygnowałam z zaplanowanej góry na rzecz starej (chciało by sie powiedzieć jak świat, ale tak nie jest :P) bluzki w militarnym stylu z bufkami. Na to czarny żakiet. Do tego spódnica z podwyższonym stanem z kokardką na przodzie. Wyszło żałobnie, więc dołożyłam do tego fioletowe rajstopki, kolczyki perełki i brązową torbę (wolałabym czarną, ale nie pomieściłaby wszystkich rzeczy, których potrzebowałam).
Dziewczyny jak jeden mąż chore, bądź zachorzałe. Wystawa...myślę, że się udała, chociaż nie tej sesji się spodziewałam, ale podobno ma się pojawić już za miesiąc :).
Kupiłam też lustro 8". Okrągłe (a tak chciałam prostokątne ^^'), proste i pasujące do wszystkiego.
Do następnego

środa, 23 września 2009

Bezkokardkowy pokoik


Eh. Dziś zjeździłam pół miasta za lustrem idealnie pasującym (zwłaszcza ceną i kształtem) do
mojego projektu. Albo nie ma żadnych, albo za małe, albo za drogie, albo owalno-okrągłe. Jutro jadę jeszcze w dwa miejsca, ale i tak sobie nie wyobrażam jak to lustro wiozę na rowerze ^^'?
Projekt ów dotyczy zagospodarowania przestrzeni w jakiej przyjdzie mi żyć na co dzień przez najbliższe kilka miesięcy (oby dłużej).
Po powrocie z miasta czekała na mnie niespodzianka. Tata <3 kupił pojemniki 60litrowe, które bedą mi słuzyły jako szafki na ciuchy. Wybrał dwa kolory wieczek, różowy oraz niebieski, bo jak twierdzi dzięki temu nie bedzie mi sie myliło gdzie co trzymam (i tak pewnie będzie, ale ciii :P). Zakupiłam także dwie małe antyramy, które jakoś DIY ozdobie w piątek. Raczej do ściany ich nie przymocuję, gdyż gwoździ w ścianie w pokoju nie było. Trudno, postoją na biurku.

Legenda:
1. Brązowe pudełko z Pepco na szpargały
2.Antyramki
3.,4.pościel z Jysk (mam podobny komplet,tylko na kratce występuje także pomarańczowo-sraczkowaty-brąz)
5.podłoga xD
6.posiadam zupełnie inny, oldschoolowy składany kosz na bielizne z wyszytym napisem 'LAUNDRY' i znaczkami spotykanymi na metkach ubrań
7.odcień szkła z jakiego są zrobione filiżanki, które tam zabieram
8.Identyczny pojemnik na ciuchy od taty
9.chciałabym taką lampę,albo inną stojąca na nóżce xD
10.kocyk
11.lustro który dzisiaj mnie wyczerpało
12.krycztałowy wazon (mój ma inny kształt), który dostanę od mamy
13.pościel z Jysk, która pasowałaby mi do wystroju :P

Cóż, jak człowiek ma za duzo czasu to wymysla jakieś cuda... Mam nadzieję, że ładnie będzie ten mój pokój wyglądał. Nieważne czy odzwierciedli dokładnie moją wizję artystyczną, czy nie...
Do następnego.

wtorek, 22 września 2009

Obiecanki prasówkowe


Wiecie, jak człowiek dostaje wszystko czego zechce w jego głowie tworzą się nieosiągalne w szybkim tempie marzenia. Takie, które osiąga się dopiero po dłuższym czasie. Nie od razu. I przyszła kolej na mnie. Ostatnio czego sobie nie umyślę, to mam. Wbrew oczekiwaniom to nie daje mi długotrwałej radości. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i co mi po tym wszystkim. Kto wie, może moje prawdziwe marzenia kiedyś się spełnią... Nic straconego, w końcu całe życie przede mną ^^.
Tak jak obiecałam wklejam trochę wygrzebanych kokardkowych inspiracji. Dobra,z takich przyziemnych rzeczy chciałabym butki z DeeZee z kokardkami . Na całe szczęście istenieje duże prawdopodobieństwo, że na mojej nóżce taki model wygląda źle ]:-> , więc przeżyje! Hue.
I powiedzcie mi, że nie jestem rozpuszczona.
Do nastepnego!

poniedziałek, 21 września 2009

Wielkie zaKUPY

Wyruszyć z domu było nam ciężko. Chyba każdy z nas wiedział, że wyjście będzie równało się wydaniu sporej sumy pieniędzy. Tak też się stało. Nawet w snach sobie nie wyobrażałam ile forsy człowiek musi władować w zupełne duperele (pojemniczki na żywność, drewniana łyżka, szampon, żel, płyn do mycia naczyń, kosmetyczka, puzderko, itp., itd.). Jeszcze brakuje mi paru rzeczy, dokładniej mówiąc lusterka, proszku do prania i jak zwykle pewnie jeszcze czegoś o czym zapomnę.
Ciężko się tak myśli, że już za tydzień nie obudzę się w swoim łóżku, nie w tym mieście. Domyślam się, że wciąż będę miała wrażenie, że kocisko gdzieś po domu się przechadza, ale łapię siu już na tym,kiedy jestem u siostry.
HA-HA! Nie będę odcięta od świata! Rodzice załatwili mi internet. W domu całkiem niezłą prędkość osiąga. Niby tam też powinien. Się okaże. A mnie wkurzył operator! Nie mogłam zawrzeć umowy, bo nie miałam skończonych 20 lat o_O. To do banku mogę iść, założyć konto i narobić debetu, a głupiego internetu wykupić sobie nie mogę -,-'. Śmiejemy się z rodzicami, że to było specjalnie obliczone i jeden rachunek do płacenia dla mnie mniej :>.
Nie mam weny na focenie zaupów, które chciałabym pokazać. Obiecuję jednak, że jak tylko tam się umebluję porządnie (razem z dekoracjami) jakaś foteczka pojawi się na blogu.
Jutro zapowiadam japońsko-kokardkową prasówkę, więc poprawa będzie!
Do następnego.

niedziela, 20 września 2009

Parlez-vous ruban ?

Samotny tydzień się skończył. Obyło się bez strasznych momentów jak w poprzednich latach. Rodzice wrócili cali, chociaż nie do końca szczęśliwi. Ale jak się jest marudą, to już tak bywa.
Oczywiście mama pomyślała o souvenirach ^^. Mi w tym roku przypadł śliczny mały, czarny 'skórzany' plecaczek.
Myślę, że nie każdemu przypadnie do gustu i być może nie będę go zbyt często nosiła (po 1. jest niewielki, a ja wolę zabrać ze sobą więcej niż mniej, a po 2. nie będę chciała go zniszczyć :P). Ja jednak od jakichś dwóch tygodni miałam w głowie taki plecaczek. Mały, czarny, na wypady rowerowe, wycieczki, czy do szkoły w ciepłe dni. Do luźnych t-shirtów i rurek, czy tunik i legginsów, spódnic i trampek. Eh, wszyscy czytają w moich myślach i spełniają moje zachcianki szybciej niż ja sama przechodzę do ich realizacji. Może jednak warto jest być leniwym i odkładać wszystko na później, albo czekać, aż samo minie ^^'?
:C allegrowicz od zamówienia nie odzywa się. Tak prosiłam o potwierdzenie, kiedy pieniądze wpłyną i informowanie o moim zamówieniu. Teraz to mogę sobie w brodę pluć i powiedzieć bye bye 50zł 50gr! Wszystko dlatego, że zaufałam...Eh, tak to jest jak się coś poza aukcją załatwia. Ale, ale, może to tylko moje schizy i wszystko będzie w porządku. Zdaję sobie sprawę, że to zamówienie zostanie (o ile zostanie) tak na prawdę zrealizowane za miesiąc, bo zanim do sprzedawcy z polski dojdzie ten wisiorek z Ameryki, czy innej Azji to potrwa. Mam nadzieję, że kiedy na 100% wrócę do domu w listopadzie przesyłka będzie na mnie już czekała.
Jutro mama zapowiedziała wypad czysto zakupowy. Yh. Co z tego wyniknie...zobaczymy.
Do nastepnego!

poniedziałek, 14 września 2009

Kokardkowa prasówka i koci budzik

Przyznaję, wczoraj (a właściwie dzisiaj) położyłam się spać całkiem późno. Myślałam, że zbudzę się rześka ok.12 i wszystko będzie cacy. Jakże złudne to były myśli...10.30 miauczenie i dotyk kociej łapy zbudziły mnie i czar prysnął/prysł. Eh...Wybaczam tą pobudkę, bo dzięki niej zdążyłam ogarnąć się na południową herbatkę ze znajomymi.
Ciężko się zastanawiam czy kupić sobie naszyjnik-gadżet z jednej z moich ulubionych mang. Niby tylko 50zł z przesyłką, ale w życiu na żywo go nie widziałam... Zapewne to jakiś chiński kicz :P ale na oryginał Vivienne Westwood na dzień dzisiejszy mnie nie stać :c. Niestety chęć posiadania tego bubelka chodzi za mną od kilku tygodni i nie mija...Jeśli do końca tygodnia uda mi się przeżyć za 40zł, to zamawiam. A niech stracę! Będę miała najwyżej brzydkiego kurzołapa za 50zł, ale za to z ładnej mangi :P.
Przeglądając japońskie gazetki, a dokładnie Kerę znalazłam zdjęcie ślicznego różowego płaszczyka. Przypomina całkiem ubranie bohaterki 'Honey&Clover' ^^. Hehe. Coraz mniej kokardkowych ciuszków w prasie :C. Może na zimę znowu japońskie magazyny zaleje kokardkowa fala :F? Oby.
No nic. Do następnego.

sobota, 12 września 2009

Lenistwo niekontrolowane?


Cóż,poza wielkimi, owocnymi zakupami na wielką emigrację i brakiem weny dopadł mnie leń. Leń tak ogromny, że przerażający. Tylko mi zimno i spać. Miałam iść na ślub znajomych - nie chciało mi się. Miałam obmyślony strój, życzenia ('wszystkiego dobrego') i łóżko wypuścić mnie nie chciało. Nawet nie próbowałam się bronić.
Z ustalonego w poniedziałek I Spotkania Antagonistycznego nie zrezygnowałam. Nie powiem, miałam w głowie dwie wersje przebrania. Mojego niezdecydowania nie miał kto zwalczyć. Jedna duszyczka pomogła mi i zagłosowała na dark image.
Paznokcie w kolorze midnight plum (dwie warstwy daja niemalże efekt czerni) pasowały do szaliczka w fioletową panterkę. Czarne jazzówki, legginsy imitujące ciemnoszare jeansy, prosty i czarny t-shirt z guziczkami na ramionach, stara wysłużona marynarka i płaszczyk.
Dla podkreślenia mroku xD wybrałam kolczyki krzyże i ostatnio moją ulubioną obrączkę z oczkiem.
Idąc na spotkanie mijałam ludzi w krótkich spodenkach, na krótki rękaw, ogólnie całkiem letnio. Patrzyli na mnie jak na dziwoląga. Okutana szaliczkiem i w płaszczu (co prawda rozpiętym) czułam się w sam raz. Zimno mi przestrasznie! w porównaniu do innych. Martwi mnie to...co będzie za pare tygodni, kiedy przyjdą prawdziwe jesienne chłody :C? Juz teraz drżę o swoją skórę. Trzeba się zaopatrzyć juz teraz w kolejny sweterek! Nie ma co.
Do następnego zmarznięcia!

niedziela, 6 września 2009

Urodzinowe kokardki


W piątek z trójką dziewczyn wybrałyśmy się na niespodziankowe (z naszej strony) party. Samo dotarcie na miejsce przysporzyło nam mnóstwo śmiechu. Ja dla Natali (tak,przez jedno i) wybrałam szminkę w odcieniu burdelowa czerwień. Już w okresie kwiecień-czerwiec żyło w niej pragnienie posiadania takie pomadki. Teraz juz ma i jak sama twierdzi nawet gej jej się nie oprze. Może homoseksualiści lubią u kobiet czerwone usta? Kto wie.Do tego ukleciłam laurkę z jej ukochanym Williamem wewnątrz. Na opakowaniu prezentu zawiązałam śliczną kokardkę, z której byłam wielce dumna :P.
Do tego ubrałam się bardzo prosto i nieskomplikowanie, czyli tak jak lubię. Szyfonowa bluzka-narzutka z gigantycznie bufiastymi rękawami o szlafrokowym wiązaniu (to właśnie po zawiązaniu w stroju zaistniała kokardka). Czarny top na ramiączkach i proste jeansy. Pierścionek z H&M i kolczyki kupione dawno temu (moje mają srebrną i czarną kuleczkę).Dziewczyny chwaliły tą szyfonową bluzkę. Ja do końca nie jestem do niej przekonana. Kupiłam ją za grosze,tym tylko się pocieszam. Za to moja mama bardzo fajnie w niej wygląda. Może ja też?
Ogólnie Natali wielce się wzruszyła, gdyż myślała, że o niej zapomniałyśmy ^^'. Eh,nie to że sama przypominałam o jej urodzinach.
No nic, idę walczyc ze śpiączką.
Do następnego!

piątek, 4 września 2009

Polskie czasopisna o modzie i japońskie kokardki

Wczoraj będąc na zakupach z mamą, moim zwyczajem kiedy to nie chcę niczego konkretnego przeglądałam gazetki. Avanti (4,50zł) to ostatnimi czasy porażka. Za to polskie Elle rośnie w moich oczach, jednak cena (7,50zł) nie na moją kieszeń. Pamiętam też, że rok temu kupiłam pisemko Fashion Magazine. Drogie (19zł), ale całkiem przyjemne i był to komplet. Czyli dwie gazetki (wydanie dla niej i dla niego) połączone naklejką, którą łatwo było przerwać i rozłączyć bez możliwości uszkodzenia okładek. Hot Moda&Shopping (2,99zł) zawsze było dla mnie gorszą wersją Avanti. Nie wiem jak jest teraz, dawno tego do ręki nie brałam.
Wczoraj w moje łapy wpadło InStyle (3,90zł) . Byłam całkiem przyjemnie zaskoczona. Moje wrażenie to połączenie Avanti+Vogue. Przystępna cena. Reklamy droższych marek ! (co nieczęsto się zdarza w polskich czasopismach) świadczące o normalnym podejściu do narodu polskiego - nie należymy do najbogatszych, ale zobaczyć, pomarzyć zawsze można, a poza tym, jeśli się w czymś zakochamy...Polka potrafi!
Właśnie przez to, że w Polsce nie ma reklam burżujskich firm odzieżowych boimy się wejść do sklepu, robimy sobie na wakacjach fotki przy butikach Chanel i śmiejemy się z ludzi, którzy na polskich ulicach noszą torebkę LV. Eh.
Przy okazji postanowiłam przejrzeć prasę japońską i oto co wygrzebałam.
W japońskim Vogue zainteresowała mnie reklama Gucci. Lecę zatem szukać pokazu na ten sezon!
Do następnego!