Kolokwium z chemii tak jak się spodziewałam zaliczyłam. Dziś sprawdzian z anatomii...Od początku wiedziałam, że łatwo mi się wyuczyć tego nie będzie i od kilku dni podchodziłam do tych kości zapamiętując pojedyncze nazwy części.
Przed wyjściem na chemię miałam ciężkie postanowienie, że będę się uczyć. Po powrocie niby coś już zaczęłam szukać o osiach i płaszczyznach ruchów ciała człowieka (co stanowi tylko fragmencik tego co umieć powinnam), ale później ogarnął nas dobry humor i zaczęłyśmy się wygłupiać z współlokatorkami. Wyszykowałyśmy się i wszyscy na 17 pojechaliśmy na szkolenie BHP. Ja z koleżanką z pokoju, by odrobić sobie i nie musieć iść dzisiaj na te zajęcia, a druga współlokatorka zgodnie ze swoim planem. Na szczęście miałyśmy podwózke ]:->. Babsko od BHP powiedziało, że dla naszego kierunku nie prowadzi i nie zaliczy nam -,-. Lekkie zdenerwowanie, ale później w wyniku zawirowań okazało się, że możemy o 18 to odrobić z innym kierunkiem :D.
Wróciliśmy do mieszkania. Wypiliśmy, zjedliśmy, pogadaliśmy i po 21 wyruszyliśmy na miasto. Najpierw nasz driver zabrał nas w tajemnicy nad jezioro. To było takie miłe. Pierwszy wieczór, gdzie robiłam coś z ludźmi i nie było ani kropli alkoholu :). Brakowało mi tego. Następnie udaliśmy się do parku. Nałaziliśmy się, pogadaliśmy, pośmialiśmy. Trochę czułam się jak piąte koło u wozu, bo utworzyły się dwie pary i ja ^^.
Było przecudnie i przespokojnie. Tak, nie umiem na anatomię, którą mam za 3 godziny. Nie zaliczę teraz, to innym razem. Oby :P.
Przede mną jeszcze tylko niezaliczenie z anatomii, samotna noc w mieszkaniu i jutro ok.13 powinnam już być w domu.
No dobra, wiem że będzie mnie gryzło sumienie z powodu tej anatomii, ale co ja poradzę, że wczoraj było tak dobrze? W sumie, to już mam wyrzuty sumienia ^^'.
Do następnego.
Ps. Foteczek nie będzie, bo jestem leniwa! O!
czwartek, 29 października 2009
niedziela, 25 października 2009
Niedzielne spacery i niespodziewane ciepło
Zasnąć nie mogłam długo w nocy, a w południe miałam iść do koleżanki (sąsiadki Domu Muminków) oddać jej kartę pamięci. O 10.30 zadzwonił budzik. Nie chciało mi się wychodzić z łóżka, ale w kilka sekund zerwałam się. Wiedziałam, że dłuższe wahanie zaowocuje niedzielą w łóżku i przeprosinami do niedotrzymanej obietnicy zwrotu karty.
Zanim wpadłam do łazienki przez okno w kuchni zobaczyłam niesamowity widok. Słońce świeciło na całego, zero chmur, zero wiatru...Co było robić, po kąpieli zjadłam śniadanie i nawet się ucieszyłam, że nie będe musiała tych 25 minut maszerować w zimnie. Niestety przy konsumpcji śniadania (rosołu) uświadomiłam sobie, że obudziłam się o godzinę za wcześnie -,-. Zapomniałam o zmianie czasu.
Przytachałam komputer do kuchni i przy otwartym na oścież oknie zapijałam herbatkę z cytryną i słuchałam muzyki grzejąc twarz w promieniach wpadającego słońca. Miałam się uczyć...ale ten przepiękny dzień, jego nie można było zmarnować! Pierwsza myśl, to wycieczka nad jezioro. Moja współlokatorka myślała o tym samym.
Sms do Medyka Ja:Jak się czujesz? On:Wyspany Ja:Jedzmy nad jezioro! On:?kto Ja:Ale co kto,zabieraj dziewczyny i chłopaków,mamy autobus pod samo jezioro On:Ale o co chodzi? -i powiedzcie mi, że mężczyźni nie są głupi i niedomyślni -,-
Po tej czarującej rozmowie zadecydowałam wykonać telefon i wytłumaczyć mu niecny plan. Oczywiście milion argumentów na nie. Już byłam gotowa odpuścić, jednak współlokatorka przejęła słuchawkę i kontrolę nad tymi leniami i tak zgodzili się ^^.
Wyszykowałyśmy się,a w międzyczasie martwiłyśmy o inną współlokatorkę, z którą nie wiedziałyśmy co się dzieje. Miała wyłączony telefon, a nie wróciła na noc. Na szczęście szybko się odnalazła.
W świetnym humorze wyruszyłyśmy na przystanek. Podjeżdża autobus. Już jedną nogą w nim jesteśmy, a Muminki informują nas, że nie jadą nad jezioro tylko idą =,-. Dżizas!! Gdyby nie to słońce i ciepło nie poszłabym do nich, jednak mały spacer w tak śliczny dzień nie był problemem i nawet długo się nie wkurzałam na nich.
Oczywiście zanim zebrałyśmy towarzystwo z obu pięter minęło ok.15 minut, ale już po 13 byliśmy w drodze.
Słońce na moich plecach, szyi, dłoniach i twarzy. Ciepło. Ludzie i rozmowy z nimi. Śmiech. Wspomnienie niedzielnych spacerów. Kawałek domu powrócił do serca. Plany z nimi (Muminki+Sąsiadki Muminków) na wspólne wypady. Nie wierzę by się spełniły. Mimo to przyjemnie jest tak sobie posnuć wizję miłego wypadu do Pragi.
Powinnam wkleić zdjęcie dzisiejszego setu. Tak samo powinnam się uczyć dziś anatomii, histologii i chemii. W ramach solidarnego niespełniania powinności zestaw kiedy indziej.Nauka równeiż.
Dla tak przewspaniałego dnia mogę nawet dostać banię z kolokwium!
Do następnego
PS.Zdjęcie z dzisiejszego spaceru na którym brakuje jednej Sąsiadki Muminków, ktora z nami się wybrała a robiła to zdjęcie.
Zanim wpadłam do łazienki przez okno w kuchni zobaczyłam niesamowity widok. Słońce świeciło na całego, zero chmur, zero wiatru...Co było robić, po kąpieli zjadłam śniadanie i nawet się ucieszyłam, że nie będe musiała tych 25 minut maszerować w zimnie. Niestety przy konsumpcji śniadania (rosołu) uświadomiłam sobie, że obudziłam się o godzinę za wcześnie -,-. Zapomniałam o zmianie czasu.
Przytachałam komputer do kuchni i przy otwartym na oścież oknie zapijałam herbatkę z cytryną i słuchałam muzyki grzejąc twarz w promieniach wpadającego słońca. Miałam się uczyć...ale ten przepiękny dzień, jego nie można było zmarnować! Pierwsza myśl, to wycieczka nad jezioro. Moja współlokatorka myślała o tym samym.
Sms do Medyka Ja:Jak się czujesz? On:Wyspany Ja:Jedzmy nad jezioro! On:?kto Ja:Ale co kto,zabieraj dziewczyny i chłopaków,mamy autobus pod samo jezioro On:Ale o co chodzi? -i powiedzcie mi, że mężczyźni nie są głupi i niedomyślni -,-Po tej czarującej rozmowie zadecydowałam wykonać telefon i wytłumaczyć mu niecny plan. Oczywiście milion argumentów na nie. Już byłam gotowa odpuścić, jednak współlokatorka przejęła słuchawkę i kontrolę nad tymi leniami i tak zgodzili się ^^.
Wyszykowałyśmy się,a w międzyczasie martwiłyśmy o inną współlokatorkę, z którą nie wiedziałyśmy co się dzieje. Miała wyłączony telefon, a nie wróciła na noc. Na szczęście szybko się odnalazła.
W świetnym humorze wyruszyłyśmy na przystanek. Podjeżdża autobus. Już jedną nogą w nim jesteśmy, a Muminki informują nas, że nie jadą nad jezioro tylko idą =,-. Dżizas!! Gdyby nie to słońce i ciepło nie poszłabym do nich, jednak mały spacer w tak śliczny dzień nie był problemem i nawet długo się nie wkurzałam na nich.
Oczywiście zanim zebrałyśmy towarzystwo z obu pięter minęło ok.15 minut, ale już po 13 byliśmy w drodze.
Słońce na moich plecach, szyi, dłoniach i twarzy. Ciepło. Ludzie i rozmowy z nimi. Śmiech. Wspomnienie niedzielnych spacerów. Kawałek domu powrócił do serca. Plany z nimi (Muminki+Sąsiadki Muminków) na wspólne wypady. Nie wierzę by się spełniły. Mimo to przyjemnie jest tak sobie posnuć wizję miłego wypadu do Pragi.
Powinnam wkleić zdjęcie dzisiejszego setu. Tak samo powinnam się uczyć dziś anatomii, histologii i chemii. W ramach solidarnego niespełniania powinności zestaw kiedy indziej.Nauka równeiż.
Dla tak przewspaniałego dnia mogę nawet dostać banię z kolokwium!
Do następnego
PS.Zdjęcie z dzisiejszego spaceru na którym brakuje jednej Sąsiadki Muminków, ktora z nami się wybrała a robiła to zdjęcie.
sobota, 24 października 2009
Szalone zakupy i skromna japońska prasówka
W środę zostawiłam komputer w Domu Muminków pod opieką Informatyka. Przy okazji dzięki życzliwości Medyka wydrukowałyśmy z współlokatorką zaświadczenia z banku niezbędne do podania na uczelni. W czwartek zgłosiłam się po mój nienaprawiony komputer i napisałam poprzednią notatkę.Jak się okazuje mój komputer jest uszkodzony, ale jedynie (a właściwie AŻ :C) gadu-gadu i poczta nie działają.
Chłopaki zaczęli oglądać filmy... Tak wielkiego ekranu w życiu na żywo u nikogo w domu nie widziałam o_O. Burżuje. Nie zmienia to faktu, że komfort oglądania jest mega. Zostałam. Obejrzeliśmy mój ukochany 'Moulin Rouge' i kilka innych filmów. Usnęłam na którymś tam z kolei -,-. Obudziłam się, a tu północ za kilka minut!!! Na szczęście kawałek mnie odprowadzili, chociaż już proponowali nocleg. Jednak ja nieugięta i chora naciągnęłam ich na krótki spacer. Żałuję, że kazałam im wracać do domu tak szybko, bo dosłownie trzy minut dalej zaczepiał mnie jakiś koleś :/. Ale, ale! uśmiech numer pięć i na pytanie 'czy podwieźć panią na dworzec? pani ma buty na obcasach, możemy podrzucić' odpowiedź 'nie,dziękuję bardzo' i rura do przodu :P.
Piątek bez humoru przeleżałam cały w łóżku. Dogrzałam się, wyspałam i może troszkę ozdrowiałam.
Dziś za to budzik zbudził mnie o 9.00. Prysznic, śniadanie, gadanie z dziewczynami i śmiechy :). Obrażone współlokatorki już się odobraziły i chyba już wszystko w porządku. Już nie chce mi się stąd wyprowadzać. Tak właśnie dzisiaj sobie pomyślałam, że gdyby życie było wieczną sielanką, to byłaby katastrofa. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Tak przynajmniej jest ciekawie i te drobne głupawe perypetie pozwalają nie myśleć o poważnych problemach.
Wracając do dnia dzisiejszego, wybrałam się na krejzi shopping. Zakupiłam całą siatkę warzywek, puder i parę innych niezbędnych rzeczy łącznie z doładowaniem telefonu. Żeby znaleźć zwykły, czarny t-shirt nałaziłam się jak głupia po tej mieścinie -,-. Jeden, ostatni, długi czekał na mnie w Big Starze. Nie byłam do końca przekonana, ale wzięłam go. W domu okazał się idealny do moich jegginsów z H&M'u ^^.
Haha! Pierwszy raz od czasu keidy jestem tutaj kupiłam sobie mięso! Dwie nóżki z kurczaka, parówkę i dwa plasterki szynki. Ugotowałam sobie rosołek na kurce i wyszedł nawet zjadliwy xP. Teraz to już muszę koniecznie wyzdrowieć!
Po obiedzie postanowiłam przejrzeć dwie japońskie gazetki i oto co wygrzebałam. Niewiele, bo zaledwie dwie ściągnęłam, co i tak zajęło ponad godzinę xP.
PS. Przyszedł mój naszyjnik wzorowany na Saturnie Westwood'owej!!! Mama przez telefon odpakowała i powiedziała, że całkiem spory ten wisior... No trudno, jak będzie tandeta, to zawiśnie na ścianie ^^. Hue. Już się nie mogę doczekać. Już knuję jak tu zawinąć do domu w czwartek :F
Do następnego!
Piątek bez humoru przeleżałam cały w łóżku. Dogrzałam się, wyspałam i może troszkę ozdrowiałam.
Dziś za to budzik zbudził mnie o 9.00. Prysznic, śniadanie, gadanie z dziewczynami i śmiechy :). Obrażone współlokatorki już się odobraziły i chyba już wszystko w porządku. Już nie chce mi się stąd wyprowadzać. Tak właśnie dzisiaj sobie pomyślałam, że gdyby życie było wieczną sielanką, to byłaby katastrofa. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Tak przynajmniej jest ciekawie i te drobne głupawe perypetie pozwalają nie myśleć o poważnych problemach.
Wracając do dnia dzisiejszego, wybrałam się na krejzi shopping. Zakupiłam całą siatkę warzywek, puder i parę innych niezbędnych rzeczy łącznie z doładowaniem telefonu. Żeby znaleźć zwykły, czarny t-shirt nałaziłam się jak głupia po tej mieścinie -,-. Jeden, ostatni, długi czekał na mnie w Big Starze. Nie byłam do końca przekonana, ale wzięłam go. W domu okazał się idealny do moich jegginsów z H&M'u ^^.
Haha! Pierwszy raz od czasu keidy jestem tutaj kupiłam sobie mięso! Dwie nóżki z kurczaka, parówkę i dwa plasterki szynki. Ugotowałam sobie rosołek na kurce i wyszedł nawet zjadliwy xP. Teraz to już muszę koniecznie wyzdrowieć!
Po obiedzie postanowiłam przejrzeć dwie japońskie gazetki i oto co wygrzebałam. Niewiele, bo zaledwie dwie ściągnęłam, co i tak zajęło ponad godzinę xP.
PS. Przyszedł mój naszyjnik wzorowany na Saturnie Westwood'owej!!! Mama przez telefon odpakowała i powiedziała, że całkiem spory ten wisior... No trudno, jak będzie tandeta, to zawiśnie na ścianie ^^. Hue. Już się nie mogę doczekać. Już knuję jak tu zawinąć do domu w czwartek :F
Do następnego!
czwartek, 22 października 2009
Awarie
Dopadła mnie awaria, a właściwie awarie. Po pierwsze awaria komputera. Jestem odcięta od świata i rozpaczam :(. Wieczorem nie mam co robić. Zalegam całymi godzinami w łóżku. Może to i dobrze, bo dopadła mnie także awaria organizmu.
Od niedzieli ok. północy jestem chora. Raz jest lepiej, a raz gorzej. Jedno puszcza, drugie mocniej dokucza. Jestem na etapie osłabienia kataru, wzmocnienia bólu głowy i uczucia miażdżonej klatki piersiowej z suchym kaszlem.
Na zajęciach wysiedzieć w skupieniu nie mogę. Duszę się -,-. Ble.
Już za tydzień pierwsze dwa kolokwia ^^. Jedno może zaliczę, drugie... będzie ciężko.
Obrazeczków nie będzie. Nie mam siły i swojego komputera :(.
Do następnego...kiedyś tam.
Od niedzieli ok. północy jestem chora. Raz jest lepiej, a raz gorzej. Jedno puszcza, drugie mocniej dokucza. Jestem na etapie osłabienia kataru, wzmocnienia bólu głowy i uczucia miażdżonej klatki piersiowej z suchym kaszlem.
Na zajęciach wysiedzieć w skupieniu nie mogę. Duszę się -,-. Ble.
Już za tydzień pierwsze dwa kolokwia ^^. Jedno może zaliczę, drugie... będzie ciężko.
Obrazeczków nie będzie. Nie mam siły i swojego komputera :(.
Do następnego...kiedyś tam.
sobota, 17 października 2009
Weekend nijskości
O 11 obudził mnie telefon. Rodzice. Rozmowa na Skype, a później myśl co by tu porobić. Zerknięcie przez okno, nie pada. Jest! Przez chwilkę nawet słońce zaczęło przebijać się przez chmury. Umówiłam się ze znajomą (sąsiadka mieszkająca nad Domem Muminków) i już po 13 byłam gotowa. Pocykałam coś tam. Nie wyszło tak jakbym chciała. Znów trzeba będzie porzucić aparat na parę miesięcy...
Rodzi się we mnie ochota wyjazdu z Nysy, ale nie do domu. Po głowie chodzi mi Warszawa, Bydgoszcz, może Wrocław...Zobaczę w następnym tygodniu, czy dziewczyny znowu mnie zostawią na pastwę rozeźlonych współlokatorek xD. Bawi mnie ich postawa przeokropnie i chwilami nie wytrzymuje by parsknąć śmiechem w ich obecności. Jestem bezczelna, ja wiem ]:->.
Zginął mi but ;( Nie wiem jak do tego doszło. Wróciłam w czwartek (właściwie piątek) ubrana w dwa butki. Rano był już tylko jeden. Do dziś nie mam pojęcia co się z nim stało. Niestety w ten sposób została mi para glanów i jazzówki, które raczej na ta pogodę nie są odpowiednie. Co ja mam teraz zrobić -,- Cholerne studia! Nawet buta ktoś musiał mi zabrać.
Na jutro mam już zaplanowany spacerek do dziewczyn-sąsiadek Muminków. Zrobię sobie paznokcie, a o 21 wrócą współlokatorki.
Zestaw-nowy sweterek z Quiosque z bufiastymi rękawami. Był przeceniony i ładny i w moim rozmiarze, to go wzięłam :P. Do tego wygodnie i prosto,jeansy i bokserka.
Rodzi się we mnie ochota wyjazdu z Nysy, ale nie do domu. Po głowie chodzi mi Warszawa, Bydgoszcz, może Wrocław...Zobaczę w następnym tygodniu, czy dziewczyny znowu mnie zostawią na pastwę rozeźlonych współlokatorek xD. Bawi mnie ich postawa przeokropnie i chwilami nie wytrzymuje by parsknąć śmiechem w ich obecności. Jestem bezczelna, ja wiem ]:->.
Zginął mi but ;( Nie wiem jak do tego doszło. Wróciłam w czwartek (właściwie piątek) ubrana w dwa butki. Rano był już tylko jeden. Do dziś nie mam pojęcia co się z nim stało. Niestety w ten sposób została mi para glanów i jazzówki, które raczej na ta pogodę nie są odpowiednie. Co ja mam teraz zrobić -,- Cholerne studia! Nawet buta ktoś musiał mi zabrać.Na jutro mam już zaplanowany spacerek do dziewczyn-sąsiadek Muminków. Zrobię sobie paznokcie, a o 21 wrócą współlokatorki.
Zestaw-nowy sweterek z Quiosque z bufiastymi rękawami. Był przeceniony i ładny i w moim rozmiarze, to go wzięłam :P. Do tego wygodnie i prosto,jeansy i bokserka.
piątek, 16 października 2009
Statystyczna nic nie warta środa
Kiedyś, gdzieś usłyszałam czy też przeczytałam, że w środę ludzie nie wychodzą się bawić na miasto. W sumie nie miałam ochoty na wyjścia, ale koleżanka z mieszkania przytargała dwóch kolegów z roku. No to usiadłam z nimi. O północy zdecydowali, że chcą iść się pobawić. Nie miałam nic do stracenia i poszłam z nimi.
Pierwszy raz byłam w tak głośnym 'clubie', gdzie muzyka zagłuszała słowa. W celu wymiany haseł (nie dało rady zdaniami,bo wyłapanie sensu z pojedynczo usłyszanych słów byłoby cudem) trzeba było się nachylać do siebie, a wręcz stykać policzkami. Głowa bolała mnie przeokropnie. Było zabawnie.
Od rana koleżanka biegała po domu i krzyczała, że idziemy na bibę. Byłam w stanie lekkiego zmęczenia, ale wiedziałam, że po paru godzinach snu będę w stanie się bawić. Wstępnie się zgodziłam. Po powrocie z uczelni poznałam plany wyjścia. Na pół godziny przed umówionym wyjściem współlokatorka stwierdziła, że nigdzie nie idzie -,-. Po namowach jakoś udało się ją wyciągnąć.
Najpierw wstąpiłyśmy do kolegi na wódeczkę. Rozmowy, rozmowy i jeszcze raz rozmowy. Jego współlokatorka jest z Zielonej Góry! :D Straszliwie się ucieszyłam. Zgarnęłyśmy kolegę, nową koleżankę i jej chłopaka, by wyruszyć w poszukiwaniu miejsca do potańczenia. Już zdecydowanie w humorze imprezowym trafiliśmy do pechowego lokalu od wywracania. Tym razem nic nie wywinęłam :>.
Ogólnie wydałam 10zł,a wypiłam za zdecydowanie więcej. Kilku naiwniaków od stawiania piwa, czy kolejki się znalazło :P. To trochę przykre, ale jak się jest biedną studentką, to jakoś sobie trzeba radzić ^^'.
Jeszcze tyle mam do napisania, ale trochę nie mam siły, żeby się skupić.
Wróciliśmy o 2 do nas. Hałasowaliśmy, śmialiśmy się, robiłyśmy jajecznicę i spaghetti :D. Reszta lokatorek (sztuk 3) podobno po 7 rano w ramach buntu i wyrażania niezadowolenia puściły na fula radio. Fajnie, ale ja i jeszcze jedna koleżanka nic nie usłyszałyśmy, moja współlokatorka z pokoju gdyby nie ta pobudka zaspałaby na zajęcia, a czwarta imprezowiczka usnęła zaraz po tym jak obudziła ją ta muzyka. Psikus się nie udał. Przykro.
Następnie manifestowały swojego focha przez puszczanie głośno muzyki od 10, kiedy to wszystkie starałyśmy się odespać imprezę. Kiedy powiedziałam im cześć usłyszałam tylko ciszę.
Wydaje mi się, że im szybciej zapomną o tym zajściu i zaczną zachowywać się normalnie tym lepiej dla nich. Dziwi mnie ich podejście, bo wątpię by nigdy nie wróciły pijane w nocy do domu i nie hałasowały. Eh, ludzie...Dlatego chciałam mieszkać z facetami w mieszkaniu. Oni nic by sobie z tego nie zrobili. Pewnie przyłączyliby się do nas. =,=
Nie stroiłam się zbytnio z lenistwa i braku chęci. Tak było mi też dobrze, a przede wszystkim wygodnie.
Przede mną upojny weekend z obrażonymi sąsiadkami (reszta dziewczyn wyjeżdża) ]:->. Będzie milusio!
Do następnego.
Pierwszy raz byłam w tak głośnym 'clubie', gdzie muzyka zagłuszała słowa. W celu wymiany haseł (nie dało rady zdaniami,bo wyłapanie sensu z pojedynczo usłyszanych słów byłoby cudem) trzeba było się nachylać do siebie, a wręcz stykać policzkami. Głowa bolała mnie przeokropnie. Było zabawnie.
Od rana koleżanka biegała po domu i krzyczała, że idziemy na bibę. Byłam w stanie lekkiego zmęczenia, ale wiedziałam, że po paru godzinach snu będę w stanie się bawić. Wstępnie się zgodziłam. Po powrocie z uczelni poznałam plany wyjścia. Na pół godziny przed umówionym wyjściem współlokatorka stwierdziła, że nigdzie nie idzie -,-. Po namowach jakoś udało się ją wyciągnąć.
Najpierw wstąpiłyśmy do kolegi na wódeczkę. Rozmowy, rozmowy i jeszcze raz rozmowy. Jego współlokatorka jest z Zielonej Góry! :D Straszliwie się ucieszyłam. Zgarnęłyśmy kolegę, nową koleżankę i jej chłopaka, by wyruszyć w poszukiwaniu miejsca do potańczenia. Już zdecydowanie w humorze imprezowym trafiliśmy do pechowego lokalu od wywracania. Tym razem nic nie wywinęłam :>.
Jeszcze tyle mam do napisania, ale trochę nie mam siły, żeby się skupić.
Wróciliśmy o 2 do nas. Hałasowaliśmy, śmialiśmy się, robiłyśmy jajecznicę i spaghetti :D. Reszta lokatorek (sztuk 3) podobno po 7 rano w ramach buntu i wyrażania niezadowolenia puściły na fula radio. Fajnie, ale ja i jeszcze jedna koleżanka nic nie usłyszałyśmy, moja współlokatorka z pokoju gdyby nie ta pobudka zaspałaby na zajęcia, a czwarta imprezowiczka usnęła zaraz po tym jak obudziła ją ta muzyka. Psikus się nie udał. Przykro.
Następnie manifestowały swojego focha przez puszczanie głośno muzyki od 10, kiedy to wszystkie starałyśmy się odespać imprezę. Kiedy powiedziałam im cześć usłyszałam tylko ciszę.
Wydaje mi się, że im szybciej zapomną o tym zajściu i zaczną zachowywać się normalnie tym lepiej dla nich. Dziwi mnie ich podejście, bo wątpię by nigdy nie wróciły pijane w nocy do domu i nie hałasowały. Eh, ludzie...Dlatego chciałam mieszkać z facetami w mieszkaniu. Oni nic by sobie z tego nie zrobili. Pewnie przyłączyliby się do nas. =,=
Nie stroiłam się zbytnio z lenistwa i braku chęci. Tak było mi też dobrze, a przede wszystkim wygodnie.
Przede mną upojny weekend z obrażonymi sąsiadkami (reszta dziewczyn wyjeżdża) ]:->. Będzie milusio!
Do następnego.
niedziela, 11 października 2009
Wygoda i lenistwo - nie wyjdzie z tego nic dobrego
W sobotę biegałam z mamą po mieście. Czy wiecie jak trudno w sobotę ubłagać fryzjera o podcięcie końcówek? Odwiedziłam pięć salonów (przy okazji odkrywając, że moja ulubiona fryzjerka po roku znowu otworzyła zakład) i w ostatnim za szalone 10zł w dziesięć minut przyniesiono ulgę mojej czuprynie. Nie wygląda to za dobrze, ale szczerze mówiąc mam to gdzieś xP. Znów zapuszczam włosy, by wrócić do wcześniejszej fryzur, co oznacza, że po drodze będę musiała wymyślić jeszcze jakąś ]:->.
Biblioteka pedagogiczna w moim mieście - zmora. Niemiłe babsko, które myślało, że jest fajne, a nie było. Ej, w końcu można zapomnieć który rok aktualnie mamy, prawda ^^'?
Kupiłam jeszcze sweter i torbę. Pomimo takiej ilości brakowało mi jednej, czarnej dużo-niedużej elegancko-niezobowiązującej. No i mam. Była droga. Niestety wszystkie tańsze ociekały tandetą, niepraktycznością i wykonane były z lichego materiału. Oby ta się nie rozwaliła za miesiąc.
Moi wspaniałomyślni rodzice postanowili mnie odwieźć xD. Szkoda, że to pewnie pierwszy i ostatni raz :C. Tak w 2,5 h znalazłam się w mieszkaniu, a nie w 7 z dwiema przesiadkami -,-. Doszłam do wniosku, że w wakacje trzeba będzie przełamać strach i zdawać na prawo jazdy. Nie ma bata! Jazda PKS,czy PKP tu to cholerna strata czasu i nerwów.
Jutro mój pierwszy referat na ćwiczeniach z biologii i genetyki. Co prawda miałam go napisać w sobotę, na spokojnie w domu. Czemu jestem tak bardzo leniwa i dopiero przed chwilą go skończyłam ^^'? Po powrocie tu zdążyłam jeszcze iść na miasto, pocykać foteczki i przespać się 2-3 godziny. Lenistwo...to kiedyś mnie zdradzi i pokona.
Dziś dodaję kolaż z wybranych zdjęć cykniętych tutaj na mieście. Nie byłam ubrana nadzwyczajnie, a że dawno aparatu w łapie nie miałam, to się pochwalę co tam się zrodziło przez obiektyw na karcie pamięci.
Biblioteka pedagogiczna w moim mieście - zmora. Niemiłe babsko, które myślało, że jest fajne, a nie było. Ej, w końcu można zapomnieć który rok aktualnie mamy, prawda ^^'?
Kupiłam jeszcze sweter i torbę. Pomimo takiej ilości brakowało mi jednej, czarnej dużo-niedużej elegancko-niezobowiązującej. No i mam. Była droga. Niestety wszystkie tańsze ociekały tandetą, niepraktycznością i wykonane były z lichego materiału. Oby ta się nie rozwaliła za miesiąc.
Moi wspaniałomyślni rodzice postanowili mnie odwieźć xD. Szkoda, że to pewnie pierwszy i ostatni raz :C. Tak w 2,5 h znalazłam się w mieszkaniu, a nie w 7 z dwiema przesiadkami -,-. Doszłam do wniosku, że w wakacje trzeba będzie przełamać strach i zdawać na prawo jazdy. Nie ma bata! Jazda PKS,czy PKP tu to cholerna strata czasu i nerwów.Jutro mój pierwszy referat na ćwiczeniach z biologii i genetyki. Co prawda miałam go napisać w sobotę, na spokojnie w domu. Czemu jestem tak bardzo leniwa i dopiero przed chwilą go skończyłam ^^'? Po powrocie tu zdążyłam jeszcze iść na miasto, pocykać foteczki i przespać się 2-3 godziny. Lenistwo...to kiedyś mnie zdradzi i pokona.
Dziś dodaję kolaż z wybranych zdjęć cykniętych tutaj na mieście. Nie byłam ubrana nadzwyczajnie, a że dawno aparatu w łapie nie miałam, to się pochwalę co tam się zrodziło przez obiektyw na karcie pamięci.
sobota, 10 października 2009
Dom
Wróciłam do domu. Dosłownie na jeden wieczór, jeden dzień i jeden ranek.
Podróż odbyła się zaskakująco sprawnie i spokojnie. Bez nerwów jak zazwyczaj. Może spowodował to jeden z Muminków, z którym przez zupełny przypadek spotkałam się w pierwszym pociągu? Z nim za plecami czułam się bezpiecznie.
Jadąc do domu myślałam tylko o tym jak mi zimno i że cienki sweter na t-shirt'cie to była zła decyzja. Nie spodziewałam się niczego poza jednym zwykłym dniem z rodziną i wieczorem ze znajomymi. Jakże mile jestem zaskoczona.
Przybyłam (o 18.20) z lekkim opóźnieniem i ze stacji gnałam do domu. W końcu już o 20 umówiłam się na mieście. W domu nie zastałam nikogo. Zjadłam i wskoczyłam pod koc, żeby choć trochę się rozgrzać. Twarze rodziców - pierwsi znajomi ludzie.
Wstawiłam pranie i pobiegłam.
Ze znajomymi widziałam się krótko, tylko dwie godziny. Na więcej nie miałam siły. Mimo tak krótkiego spotkania wiem, że dom to nie pudełko w którym gromadzi się potrzebne przedmioty i śpi. To nie jest miasto które znam lepiej niż własną kieszeń i mam prawo oceniać je bezkarnie. Dom to oni, wszyscy ci na widok których się uśmiecham i czuję ulgę.
Chociaż mam ochotę podzielić się tym co poczułam z tymi których poznałam na studiach, to wolałabym, żeby byli tu i przeżywali wspólnie ze mna ten czas.
Szkoda, tamci za jakiś czas stana się pewnie tylko wygodnym fotelem w moim domu. Takim, na którym siada się w zimne wieczory i wspomina odczuwając przyjemne ciepło. Tak to już w życiu jest...
Panta rei moi mili!
Ps. Zestaw-tak jechałam do domu ( + wypchany plecak) i pędziłam na spotkanie.
Podróż odbyła się zaskakująco sprawnie i spokojnie. Bez nerwów jak zazwyczaj. Może spowodował to jeden z Muminków, z którym przez zupełny przypadek spotkałam się w pierwszym pociągu? Z nim za plecami czułam się bezpiecznie.
Jadąc do domu myślałam tylko o tym jak mi zimno i że cienki sweter na t-shirt'cie to była zła decyzja. Nie spodziewałam się niczego poza jednym zwykłym dniem z rodziną i wieczorem ze znajomymi. Jakże mile jestem zaskoczona.
Przybyłam (o 18.20) z lekkim opóźnieniem i ze stacji gnałam do domu. W końcu już o 20 umówiłam się na mieście. W domu nie zastałam nikogo. Zjadłam i wskoczyłam pod koc, żeby choć trochę się rozgrzać. Twarze rodziców - pierwsi znajomi ludzie.
Wstawiłam pranie i pobiegłam.Ze znajomymi widziałam się krótko, tylko dwie godziny. Na więcej nie miałam siły. Mimo tak krótkiego spotkania wiem, że dom to nie pudełko w którym gromadzi się potrzebne przedmioty i śpi. To nie jest miasto które znam lepiej niż własną kieszeń i mam prawo oceniać je bezkarnie. Dom to oni, wszyscy ci na widok których się uśmiecham i czuję ulgę.
Chociaż mam ochotę podzielić się tym co poczułam z tymi których poznałam na studiach, to wolałabym, żeby byli tu i przeżywali wspólnie ze mna ten czas.
Szkoda, tamci za jakiś czas stana się pewnie tylko wygodnym fotelem w moim domu. Takim, na którym siada się w zimne wieczory i wspomina odczuwając przyjemne ciepło. Tak to już w życiu jest...
Panta rei moi mili!
Ps. Zestaw-tak jechałam do domu ( + wypchany plecak) i pędziłam na spotkanie.
wtorek, 6 października 2009
Przeżyć
Studia...kto to w ogóle wymyślił? Zadaję sobie to pytanie od samego początku i jeszcze wcześniej. Zasuwać na 8. Przerwy między wykładami po dwie godziny i pytanie iść na 20 minut do domu i już wracać, czy nie? Nie wiadomo gdzie iść na zajęcia laboratoryjne i zagubienie.
Dziś z jednego budynku powinnam przemieścić się do drugiego w ciągu 10 minut. Wcześniejszy wykład, mimo opuszczenia jeszcze 10 minut szybciej nie da rady zdążyć dotrzeć w tak krótkim czasie. Pewnie nikt tego nie rozumie co napisałam, bo sama tego nie kminie. Zgubiłam się. Nie poszłam na laboratorium, bo nie wiedziałam gdzie. Będę musiała odrobić z inną grupą. Trudno. Mimo wszystko jest mi przykro, jestem zła i w ogóle -,-' żal.
Codziennie bywam u chłopaków na herbacie ^^. Dzisiaj wylądowałam tam na przerwie między wykładami, gdyż spotkałam pod uczelnia jednego z nich i zgarnął mnie do mieszkania. Haha. Śmiejemy się, że powinnam u nich zamieszkać xD. Myślę, że źle by mi tam nie było. Wręcz bajecznie! Księżniczka i jej 4 muminków w muminkowym domu :).
Przed chwilą koleżanka z mieszkania profesjonalnie pomalowała mi paznokcie. *,* ślicznie, bez żadnej skazy.
Zestaw: tak dzisiaj biegałam po uczelni i mieście. Bez kokardek. Bez skupienia. Bez przemyślenia. Rano nie miałam nawet głowy, by jakoś super się ubrać. Byle ciepło i w miarę estetycznie. I już. Do tego standardowo brązowa torba, która zdoła pomieścić kurtkę, szaliczek, rękawiczki, zeszyt i długopisy i pięćset innych rzeczy.
Do następnego!
Dziś z jednego budynku powinnam przemieścić się do drugiego w ciągu 10 minut. Wcześniejszy wykład, mimo opuszczenia jeszcze 10 minut szybciej nie da rady zdążyć dotrzeć w tak krótkim czasie. Pewnie nikt tego nie rozumie co napisałam, bo sama tego nie kminie. Zgubiłam się. Nie poszłam na laboratorium, bo nie wiedziałam gdzie. Będę musiała odrobić z inną grupą. Trudno. Mimo wszystko jest mi przykro, jestem zła i w ogóle -,-' żal.
Przed chwilą koleżanka z mieszkania profesjonalnie pomalowała mi paznokcie. *,* ślicznie, bez żadnej skazy.
Zestaw: tak dzisiaj biegałam po uczelni i mieście. Bez kokardek. Bez skupienia. Bez przemyślenia. Rano nie miałam nawet głowy, by jakoś super się ubrać. Byle ciepło i w miarę estetycznie. I już. Do tego standardowo brązowa torba, która zdoła pomieścić kurtkę, szaliczek, rękawiczki, zeszyt i długopisy i pięćset innych rzeczy.
Do następnego!
niedziela, 4 października 2009
Dobroć bije z tego domu
W piątek z powodu dnia wolnego od zajęć postanowiłam ruszyć na miasto i załatwić dwie ważne sprawy. Najważniejszą z nich był zakup rękawiczek. Cienka wiosenno-letnia kurtka z bluzą/swetrem pod nią wystarcza, ale moje dłonie odmawiają posłuszeństwa po przejściu paruset metrów popołudniu. Nieprzyjemnie chłodne powietrze mrozi je i wysusza :C. Tanich i w miarę ładnych rękawiczek łatwo znaleźć nie było. Zwłaszacza w nowym mieście.
Odbyłam swój pierwszy shopping tutaj ^^. Przy okazji rozejrzałam się jakie marki i sklepy tutaj maja i moja ocena to: tragedii nie ma. To właśnie jej się spodziewałam po opiniach na forach internetowych.
Tego samego dnia po 16 opuściły mnie lokatorki z którymi przeważnie razem wychodziłam. Trzeba było sobie zapewnić jakąś rozrywkę na sobotę. Skontaktowałam się z chłopakami z wtorkowej imprezy i zaprosili mnie na oglądanie filmów.
Ubrałam się całkowicie normalnie, chociaż miałam ochotę na czarną sukienkę. Okazało się jednak, że została w domu. Trudno.
Jacy oni są mili! Nigdy w życiu nie spotkałam takich ludzi :). Mimo, że właściwie się nie znamy ugościli mnie bardzo,ale to bardzo przyjemnie i niczego nie odmawiali. Wypiłam litry herbaty, dostałam tosta i obejrzałam 4 filmy ^^'.
Poznałam kolejną porcję ludzi, ale niestety na 7 nowych twarzy zapamiętałam dwa imiona. Wstyd. Co poradzić...Mam tylko nadzieję, że poznam ich na ulicy xD.
Do następnego.
Odbyłam swój pierwszy shopping tutaj ^^. Przy okazji rozejrzałam się jakie marki i sklepy tutaj maja i moja ocena to: tragedii nie ma. To właśnie jej się spodziewałam po opiniach na forach internetowych.
Tego samego dnia po 16 opuściły mnie lokatorki z którymi przeważnie razem wychodziłam. Trzeba było sobie zapewnić jakąś rozrywkę na sobotę. Skontaktowałam się z chłopakami z wtorkowej imprezy i zaprosili mnie na oglądanie filmów.Ubrałam się całkowicie normalnie, chociaż miałam ochotę na czarną sukienkę. Okazało się jednak, że została w domu. Trudno.
Jacy oni są mili! Nigdy w życiu nie spotkałam takich ludzi :). Mimo, że właściwie się nie znamy ugościli mnie bardzo,ale to bardzo przyjemnie i niczego nie odmawiali. Wypiłam litry herbaty, dostałam tosta i obejrzałam 4 filmy ^^'.
Poznałam kolejną porcję ludzi, ale niestety na 7 nowych twarzy zapamiętałam dwa imiona. Wstyd. Co poradzić...Mam tylko nadzieję, że poznam ich na ulicy xD.
Do następnego.
czwartek, 1 października 2009
Beznamiętnie-deszczowo-bezkokardkowo
Miałyśmy iść na imprezę do pechowego clubu. Miałyśmy. Skończyło się na upojnym wieczorze z właścicielką lokalu.
Dotarła ostatnia lokatorka, która mieszkała tu wcześniej. To ona zmotywowała nas by walczyć o pieniądze jakie płacimy. Wydaje mi się, że dziewczyny (rozmawiałyśmy w czwórke z siedmiu mieszkanek) nie miały w sobie odwagi, aby rozpocząć dialog, chociaż to chodziło o dobro każdej z osobna bez różnicy. Mimo to, tylko ja potrafiłam przez telefon powiedzieć Pani J.,że chcemy z nią pogadać poważnie, by przyjechała kiedy tylko może. To ja potrafiłam rozpocząć rozmowy o pieniądzach. Trochę mnie to drażni teraz. Jak zwykle to ja wyjdę na tą najgorszą i pyskatą, a tak chciałam zawalczyć o to, by być tutaj cichą, nic nieznaczącą dziewczyną. Spaliłam. Trudno, przynajmniej cieszę się, że o kilka groszy płaciła będę mniej. Z tego jestem zadowolona.
Wyjście na imprezę przełożyłyśmy na za tydzień. W myślach nic straconego. Może to i lepiej, że nie dziś, bo leje. Chociaż nie wiadomo, czy za tydzień nie będzie gorzej. Zobaczymy.
Dziś za mną pierwszy organizacyjny wykład. Załatwiłam pożyczenie pierwszej literatury. mam index i legitymacje studencką-moje zniżki na przejazdy wróciły do życia.
Dokładam japońską kokardkową. Najśliczniejszy jest ten facet *,* w białej koszuli, jeansach i z muszką.
Jutro wolne. Za tydzień planuję powrót do domu. Przynajmniej będzie mnie stać.
Do następnego.
Dotarła ostatnia lokatorka, która mieszkała tu wcześniej. To ona zmotywowała nas by walczyć o pieniądze jakie płacimy. Wydaje mi się, że dziewczyny (rozmawiałyśmy w czwórke z siedmiu mieszkanek) nie miały w sobie odwagi, aby rozpocząć dialog, chociaż to chodziło o dobro każdej z osobna bez różnicy. Mimo to, tylko ja potrafiłam przez telefon powiedzieć Pani J.,że chcemy z nią pogadać poważnie, by przyjechała kiedy tylko może. To ja potrafiłam rozpocząć rozmowy o pieniądzach. Trochę mnie to drażni teraz. Jak zwykle to ja wyjdę na tą najgorszą i pyskatą, a tak chciałam zawalczyć o to, by być tutaj cichą, nic nieznaczącą dziewczyną. Spaliłam. Trudno, przynajmniej cieszę się, że o kilka groszy płaciła będę mniej. Z tego jestem zadowolona.
Dziś za mną pierwszy organizacyjny wykład. Załatwiłam pożyczenie pierwszej literatury. mam index i legitymacje studencką-moje zniżki na przejazdy wróciły do życia.
Dokładam japońską kokardkową. Najśliczniejszy jest ten facet *,* w białej koszuli, jeansach i z muszką.
Jutro wolne. Za tydzień planuję powrót do domu. Przynajmniej będzie mnie stać.
Do następnego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)