środa, 20 stycznia 2010

'Cześć rzygolcu!'

'Cześć rzygolcu!'- tak oto czule przywitała mnie w poniedziałek przed zaliczeniem z etyki koleżanka, która także była na piątkowej spontanicznej imprezie. Cóż, powitanie nie przekłamane, co nie zmienia faktu, że niezbyt chwalebne.
Wczoraj myślałam, że skonam. Ból brzucha, całego ciała, każdego fragmentu układu ruchowego (szkielet+mięśnie) i dreszcze. Ból którego żaden mężczyzna w swoim życiu nie pozna. Niech się samce cieszą. Współlokatorka zabroniła mi iść na po południowy wykład w takim stanie. Zostałam w łóżku. Troche mi to pokomplikowało sytuację, gdyż nie odebrałam karty zaliczeniowej. W ten sposób będę musiała łazić za dwiema babkami i szukać ich i błagać, by wpisy zrobiły mi po terminie. Właściwie z jedną tak mieć będę. Dam radę.
Właśnie siedzę w PKS-ie. Jadę do domu. Wracam autobusem, gdyż pociąg do którego miałam się przesiąść w Opolu uciekł mi. Dosłownie na 2 minuty przed przyjazdem mojego opóźnionego pociągu. Zaklęłam na głos i poszłam kombinować jak najszybciej dostać się do domu. Pani na PKP (bardzo miła i uprzejma) starała się uklecić mi jakieś połączenie, ale niestety, dopiero po 13 ruszyłabym się dalej. Polazłam szukać na PKS. Znalazłam. Poczekałam od tej 7 do 10 w przydworcowym barze. Wypiłam cappuccino i zeżarłam zapiekankę. Całkiem dobre. Pożądałam czegokolwiek ciepłego, bo w pociągu nie grzali, a na łeb kapało mi błoto z kółek walizki.
W wyżej wspomnianym barze poczułam się jak burżuj z Nowego Jorku. Kawusia, laptop na stoliczku, rozmowy przez telefon, szmery-bajery... Powiem to po raz kolejny: mobilny internet i małe netbooki to wspaniały wynalazek. Nie powiem, w pomieszczeniu było zimno, ale przyjemnie. Obsugiwał miły pan, zapuścił jakieś radyjko, nie wygonił mnie przez te 2 godziny, mimo iż po 20 minutach z kawy i zapiekanki nic nie zostało.
Jestem z siebie dumna. Ani przez chwilę nie panikowałam, czy też denerwowałam się. Pełen luz. To panikowanie,właśnie, kiedy nie wiem gdzie jestem i na własne nogi nie bardzo mam co liczyć, zdarza mi się często. Może powinnam napisać zdarzało? Nie chwalmy dnia przed zachodem słońca! Chyba dorośleję ^^. Oby.

Dumna i spokojna mówię Wam: do następnego (już zupełnie domowego)!

Ps. Mały kolażyk, niezbyt przepiękny, bo wykonany w trzęsącym autobusie.

2 komentarze: