środa, 13 stycznia 2010

Duma i uprzedzenie.

Klei, nie-klei, ale jakoś leci. Dziś chwilami przechadzałam się odśnieżonymi chodnikami aż do warstwy płyty. I widziałam auta wywożące śnieg! No, to się służby szybko wzięły do roboty (przypominając, że stan zimy-masakry trwa od weekendu). Koleżanka rano w lokalnym TVP Info wysłuchała, że tutejsi więźniowie wczoraj pomagali odśnieżać i twierdzili, że to całkiem miłe i przyjemne tak sobie popracować na zewnątrz, na dworze. Widzicie, można się cieszyć z zimy!
Miały przyjść dziś wielkie mrozy. Jak zwykle nas okłamali. Tutaj wieczorem temperatura na plusie. Już w ciągu dnia wszechobecna biel zaczęła się roztapiać i przechodzić w odcienie beżu wymieszanego z czernią tworząc kolor brudnej brei.
Rano na ćwiczeniach z estetyki (na które poszłam bez przygotowania, na żywioł) uświadomiłam sobie, że względem moich nauczycieli zawsze wyrażałam i nadal wyrażam ogromną dumę. Uświadomiłam to sobie, kiedy na koniec zajęć podeszłam do prowadzącej zapytać się o dokładne terminy zaliczeń. W sumie dużo mówiłam w trakcie zajęć. Lubię polemikę na poziomie i dość poważne tematy. Zasada na zajęciach jest taka: zgłaszasz się, mówisz, dostajesz plusa,dwa plusy= zwolnienie z egzaminu i 5. Wypowiadałam się na wszystkich zajęciach, ale czułam się zbyt dumna, żeby iść i prosić o odnotowanie aktywności. Kiedy podeszłam do tej kobiety powiedziała: pani dziś się zgłaszała, dostanie pani plusa. Ja ucięłam to mówiąc, że na plusach mi nie zależy.
Akurat jest prawdą, że mam w nosie te punkciki. Nie dla nich starałam się wnieść cokolwiek w dyskusję. Nie to było moim celem. Po tej sytuacji spojrzałam na siebie i od gimnazjum, przez liceum, po studia zawsze taka byłam. Nie lubię wykazywać się w imię oceny. Może to głupie, ale chyba to takie poniżenie dla mnie...Taka głupia duma. Zastanawiam się, czy popracować nad sobą i zmienić to. Tym co się płaszczą żyje się lepiej. Mimo to, nie chcę czuć się niżej od nauczycieli jako człowiek i istota myśląca ( nie śmiem się z nimi mierzyć jeśli chodzi o wiedzę z przedmiotu jaki prowadzą).
Na Skype najpierw zadzwoniła do mnie Aliszja. Kilka minut rozmowy i już człowiekowi na sercu milej. Największą przyjemność sprawił mi jednak Dżej. Zadzwonił! Pierwszy raz! Sam z siebie! Fala myśli komunikująca: są ludzie, których obchodzisz bezinteresownie. To się mianuje przyjaźnią. Ja wiem.
Dziś narosły we mnie obawy jak wrócę (prawdopodobnie)za tydzień do domu. Powstały one wskutek tego co przytrafiło się jednej z współlokatorek. Wybrała się na pociąg. W kasie poinformowano ją, że ma 10 minutowe opóźnienie (bo zepsuł się po drodze). Skład przyjechał po ok.30 minutach i stanął. Nie ruszył. Za kolejne 40 minut mieli podstawić nowy pociąg. Koleżanka wróciła, bo zapewne pociąg do którego sie miała przesiąść odjechał.
Co teraz? Teraz powinnam uczyć się anatomii. Pal licho. Zrobię to rano.

Do następnego.

Ps.Dawno nie było kolażu inspokokardkowo-japońsko-gazetkowego. To jest.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz