Ogólnie taka jakaś rześka dziś byłam. Podśpiewywałam sobie pod nosem. W chwili kiedy szłam wieczorem odrabiać ćwiczenia z biologii i zaczęłam śpiewać zasłyszane w przejeżdżającym obok aucie 'Meet me halway' współlokatorka powiedziała: masz dzisiaj dobry humor. Nie dało się ukryć :) Pan prowadzący kazał mi iść i mieć czyste sumienie, bo i tak wczoraj na zajęciach mojej grupie nie sprawdzał obecności (Moje grzechy i brudne sumie zostały anulowane). To sobie poszłam i kupiłam przepyszny chleb w Lewiatanie (taki z lokalnej piekarni). Zatanawiam się jak mogłam przez te 3 miesiące żreć ten obrzydliwy chleb z Biedronki za niecałe 2zł -,-. Fakt, był tańszy niż ten dobry (2,60zł), ale nie miał smaku. Spożywając go miałam uczucie przeżuwania gąbki. Ale jeszcze żyje i nie świece w ciemnościach!
Być może drugim powodem mojego nastroju był fakt, iż pierwszy raz postarałam się, żeby w miarę dobrze się ubrać (śmiejcie się śmiejcie,ale wybierałam ten strój 20 minut :P)?
Podsumowując dobry humor jest i trwa nadal. Ważne dzięki komu (właściwie kim). Mam nadzieję, że ta energia się prędko nie ulotni :)
Do następnego kokardunie moje śliczne.
podziel sie!
OdpowiedzUsuńTwoja stara ^^
Alicja:
OdpowiedzUsuńDzisiaj wszyscy mają zadziwiająco dobry dzień...i są tacy milusi...^^'