niedziela, 3 stycznia 2010

Nic szczególnego.

Sylwester przedziwnie normalny i udany. W domu oddalonym ok.20km od miasta wspólnie zamknęliśmy nasze wygłodzone uszy, oczy, usta i głowy. Odstawienie trwało dosyć długo, jednak to było tak jakbyśmy ostatni raz widziały się wczoraj. Ani chwili dziwności, ani sekundy zagubienia i wyobcowania. Byliśmy tam tacy razem i tacy normalni, tacy skupieni i tacy znowu zgrani. Chociaż ta jedna zwariowana noc to było za mało, wystarczy na najbliższe dwa miesiące.
Ubrana byłam mniej więcej tak jak chciałam. Kokardka wystąpiła na topie-gorsecie, który okazał się piekielnie niewygodny. Do tego jeszcze pierścień mocy, który kupiłam w poniedziałek i balerinki, w których biegałam po mieszkaniu. Eh, tylko wyszłam z klatki i się wyrżnęłam elegancko, z filmowym zarzuceniem toreb na ziemię -,-. Żal. Na szczęście Alicja jakoś mnie pozbierała xP.
Na studia miałam wrócić w sobotę, ale tak jakoś się złożyło, że jestem chora. Właściwie mogłam jechać, ale prawdopodobnie mój stan po podróży nie byłby zbytnio dobry, więc jeszcze dziś korzystam z mojego pokoju, a przede wszystkim łóżka i telewizora. Ku swojemu ogromnemu zdziwieniu wczoraj wykonałam pracę zaliczeniową na jakże standardowy dla mojego kierunku przedmiot 'ochrona własności intelektualnych' ^^.
Nie chce mi się tam wracać jak sam sku***syn. Przepraszam za przekleństwo, ale tak jakoś tylko to porównanie mi tu pasuje. Trochę żałuję, że nie wróciłam wczoraj. Mogę mieć malutkie kłopoty, ale co tam. Nie mam jeszcze żadnej nieobecności wykorzystanej.
Będzie co ma być!

Do następnego już tam.

1 komentarz: