niedziela, 14 lutego 2010

Dwudziestoimieninowe smęty.

Od dwóch lat ubywa mi kolagenu. Za dwadzieścia lat mój organizm przestanie produkować ceramidy. Za piętnaście lat (jak doradzają kosmetolodzy oraz lekarze dermatolodzy) powinnam rozpocząć stosowanie kremu z ceramidami. Za dziesięć lat moje ciało już nie będzie takie piękne jak dziś. Trochę mnie to kuje i bodzie. Uwiera i marszczy czoło. Bądźmy szczerzy, Miss Polonia nie byłam i nie jestem. Tak na prawdę świadomie dostrzegam i doceniam! swoją urodę od kilku miesięcy. Udało mi się wyrosnąć z kompleksów. Bo albo się z dużym tyłkiem żyje i akceptuje, albo się biega (w ogólnym znaczeniu ćwiczy)dając z siebie wszystko, by kompleks zniknął.
Faktem jest, iż w swoim życiu udało mi się odczepić trochę zbędnego cielska. Zgubić w nieświadomej rozpaczy grubego dziecka, później zamroczonej nastolatki. Najgorsze jest to, iż na wstępie chudłam dla koni. Dla lepszego komfortu jazdy konnej (chodziło mi o te biedne zwierzęta, które dźwigały zbyt dużo-czyt. mnie). Później gdzieś się pogubiłam i chudłam dla samego chudnięcia. Następnie dzikie jazdy z głodzeniem i wymysłami typu pro-ana. Szkoda, że od samego początku nie wpadłam na to, że powinno mnie ubywać w imię mojego własnego zdrowia i wygody egzystowania. Szkoda.
Dziś na całe szczęście patrzę w lustro i widzę ładną buzię oprawioną dobrą fryzurą. Nie czuję się brzydsza, czy gorsza. Nie pojawia się w moich myślach cień zazdrości o chude nogi, czy długą szyję. Lubię siebie taką jaka jestem.
Pierwszy raz od dawna piszę z taką siłą i potrzebą pisania. Wróciłam ze spotkanka jakie zorganizowałam dla najbliższych. Śmiech szumi mi w głowie do tej pory. Chciałabym iść spać, obudzić się i mieć Ich przy sobie. Chociaż jeszcze jeden dzień...Wspaniałych przyjaciół i dobrych znajomych, tego mi dziś nie życzył nikt. Ja wiem dlaczego. Oni już są.
Wczoraj (piątek) postanowiłam, że pora zakupić sobie jakieś ciekawe czytadło oraz upatrzony "Leksykon Moda" Sylvi Jonas. Spotkania urodzinowe organizuję od 11 roku życia (+/- 2 lata). Nigdy nie oczekiwałam prezentów od zaproszonych gości. Bardziej pragnęłam wystrzałowego prezentu od rodziców (którego nigdy nie otrzymałam). Znów nie zdążyłam porządnie zamarzyć o czymś, bo moje zachcianki zostały spełnione. Wyżej wspomniany "Leksykon Moda" (bo wiedziały, co chcę), "Awantura o Basię" Makuszyńskiego (z duszą, z antykwariatu), "Sekret" Rhondy Byrne(ze szczerym wytłumaczeniem czemu ta, a nie inna lektura oraz jakże szczerymi życzeniami), ślicznie ozdobiona (własnoręcznie przez Natali) w japońskie motywy <3 szkatułka, nieprzeciętne guziki (do przerabiania ciuchów), alkohol (od kogoś z kim pić lubię) oraz telefoniczne rozmowy, pamięć i życzenia-to prezenty jakie sprawili mi moi przyjaciele.
Jeszcze raz. Dziękuję.

Do następnego...

Ps.1 Zestaw jaki założyłam wymyślony na godzinę przed wyjściem. Pierwszy raz od dawna myślałam: cholera, nie mam co na siebie założyć!
Ps.2 Mam ochotę na kapuśniak :c

3 komentarze:

  1. Alicja:
    Notka-wyciskacz łez...:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochanie u mnie podejscie do siebie, zycia tez uleglo zmianie z nastoletnio deperesyjnego na dojrzały, polubilam siebie tez mniej wiecej w wieku 20 lat. I prawda, ze duzo lepiej fajnie jest czuc sie ze soba? :) Bo jestesmy pieknymi kobietami, a juz napewno Ty i zawsze Ci to powtarzalam :> Kofkam bardzo i jeszcze raz 100 lat :*

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja w poniedziałek ugotuje kapuśniak ^^!

    OdpowiedzUsuń