
W poniedziałek wróciłam do domu. Miałam ciężkie postanowienie nauki na egzamin z chemii kosmetycznej i poprawkę histologii. Równocześnie obiecałam sobie, że nigdzie nie wyjdę. Jeden sms od Natali w piątkowe popołudnie, godzina wahania i złamałam się. Przed wyjściem strzeliłam sobie dwa kieliszeczki na drogę, później dwa piwa i z mięśni uszło spięcie.
Wczoraj definitywnie i oficjalnie zakończyłam sesję z moimi dwiema współlokatorkami. Dziewczyn z trzeciego roku nie było,kiedy wróciłam w niedzielę. Te dwa dni były mieszkaniową sielanką. Jak tylko dowiedziałyśmy się, że zaliczyłyśmy chemię (ok.20) udałyśmy się na osiedle po trunek całkiem ogłupiający i zaczęłyśmy finalne katharsis. Błogosławieństwo na nowy semestr. Niestety, cięższy od tego.
Już tydzień temu w poniedziałek obiecałysmy sobie (ja, moja koleżanka z pokoju i współlokatorka zza ściany-była sąsiadka Muminków), że będziemy balowały całą noc, by skończyć impreze na dworcu i porozjeżdżać się do domów. Moja współlokatorka odpadła ok. 3-4. Ja z drugą współlokatorką ostatnich gości pożegnałyśmy po 6. Do teraz zastanawia mnie fakt, jak ja się spakowałam (całkiem nieźle, zostawiłam tylko okulary)taka nietrzeźwa...O 6.30 położyłam się na pół godzinki spać. Nieprzebrana i niezmytym makijażem wstałam (chociaż było strasznie ciężko), umyłam zęby, założyłam sweter, płaszcz i buty. Zgarnęłam swój bagaż i tak skończyło się dla mnie oblewanie sesji.
Co do wcześniej spotkanych gości, to poznałyśmy naszych sąsiadów. Jak to po alkoholu bywa próg potencjalnego niebezpieczeństwa się obniża i zagadałyśmy do nich same. Powoziliśmy się z nimi po mieście w poszukiwaniu miejsca do potańczenia. To było jakoś przed północą, wszystko pozamykane. Nie wiem jak to się stało, ale nagle znaleźli się u nas w mieszniu. Po jakichś 30 minutach dołączyli znajomi mojej współlokatorki. A miał być babski wieczór xP
Ogólnie padam na ryja. Mam uczulenie na dłoniach. Jestem student-cienias, wszystko ledwo na trójach pozdawałam. Wódko, pozwól żyć!
Do następnego!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz