wtorek, 9 lutego 2010

Podsumowanie i alkoholowe katharsis - koniec sesji pierwszej.

Alkoholowe katharsis zaczęłam po pierwszym egzaminie. Był piątetk (tygodnia koniec i początek), a mój mózg wołał o rozluźnienie myśli pozwijanych niczym chromatyna w jądrze komórkowym. Był to wieczór pod tytułem "Wódka, czyli woda rozmowna". Następnego ranka po szybkim prysznicu wzięłam się za naukę na poniedziałkową biologię. To nie było łatwe zważywszy na alkohol, który nie opuścił moich ośrodków mowy, równowagi i myślenia w ogóle.
W poniedziałek wróciłam do domu. Miałam ciężkie postanowienie nauki na egzamin z chemii kosmetycznej i poprawkę histologii. Równocześnie obiecałam sobie, że nigdzie nie wyjdę. Jeden sms od Natali w piątkowe popołudnie, godzina wahania i złamałam się. Przed wyjściem strzeliłam sobie dwa kieliszeczki na drogę, później dwa piwa i z mięśni uszło spięcie.
Wczoraj definitywnie i oficjalnie zakończyłam sesję z moimi dwiema współlokatorkami. Dziewczyn z trzeciego roku nie było,kiedy wróciłam w niedzielę. Te dwa dni były mieszkaniową sielanką. Jak tylko dowiedziałyśmy się, że zaliczyłyśmy chemię (ok.20) udałyśmy się na osiedle po trunek całkiem ogłupiający i zaczęłyśmy finalne katharsis. Błogosławieństwo na nowy semestr. Niestety, cięższy od tego.
Już tydzień temu w poniedziałek obiecałysmy sobie (ja, moja koleżanka z pokoju i współlokatorka zza ściany-była sąsiadka Muminków), że będziemy balowały całą noc, by skończyć impreze na dworcu i porozjeżdżać się do domów. Moja współlokatorka odpadła ok. 3-4. Ja z drugą współlokatorką ostatnich gości pożegnałyśmy po 6. Do teraz zastanawia mnie fakt, jak ja się spakowałam (całkiem nieźle, zostawiłam tylko okulary)taka nietrzeźwa...O 6.30 położyłam się na pół godzinki spać. Nieprzebrana i niezmytym makijażem wstałam (chociaż było strasznie ciężko), umyłam zęby, założyłam sweter, płaszcz i buty. Zgarnęłam swój bagaż i tak skończyło się dla mnie oblewanie sesji.
Co do wcześniej spotkanych gości, to poznałyśmy naszych sąsiadów. Jak to po alkoholu bywa próg potencjalnego niebezpieczeństwa się obniża i zagadałyśmy do nich same. Powoziliśmy się z nimi po mieście w poszukiwaniu miejsca do potańczenia. To było jakoś przed północą, wszystko pozamykane. Nie wiem jak to się stało, ale nagle znaleźli się u nas w mieszniu. Po jakichś 30 minutach dołączyli znajomi mojej współlokatorki. A miał być babski wieczór xP
Ogólnie padam na ryja. Mam uczulenie na dłoniach. Jestem student-cienias, wszystko ledwo na trójach pozdawałam. Wódko, pozwól żyć!

Do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz