niedziela, 7 marca 2010

Marcowanie.

Na osiedlu kotów multum. Mam tu takiego jednego czarnulka, którego często spotykam wracając z zajęć. Lubię się zatrzymać i pogłaskać go. Zwłaszcza w te ubiegłe słoneczne dni. Było tak miło i mrucząco.
Dni mijają mi albo na bieganiu do szkoły (w poniedziałki i piątki szczególnie), albo na marnowaniu czasu i nicnieróbstwie. Czuje się taka wymięta, wyssana z energii. Raz poszłam nawet do biblioteki i czytałam 'Przegląd dermatologiczny'.
Internet odmawiał przez kilka dni posłuszeństwa. Mikrofalówka na stancji zepsuta. Żarówka w łazience się spaliła. Mimo doładowania telefonu mam zablokowane konto. Kupiłam sobie buty i ten nieprzymierzany obtarł moją nogę doszczętnie-do krwi-do bólu-do kulawizny. Nie chce mi się tu być.
Marazm i chęć ucieczki z tego więzienia wysysającego siły witalne.
Profesor od receptury kosmetycznej (tak,siedzimy w laboratorium i robimy kosmetyki) pyta z teorii. Dowiedziałam się o tym na 5 minut przed zajęciami, tak jak cała grupa z wyjątkiem 1 osoby. Jakimś cudem mi się upiekło. Pomogłam za to (podpowiedziami) koleżance. Udało się na 3. Znów poczułam się jak w szkole średniej.
A na koniec zdjęcie mojego kociska. Zrobiłam je w grudniu, kiedy po długiej nieobecności wróciłam do domu. Buras był wyjątkowo milutki dla mnie i przyszedł spać ze mną.
Do następnego.

2 komentarze:

  1. Alicja:
    Zaczynałam już tęsknić.

    OdpowiedzUsuń
  2. miiił :) moja bidulka pomysl ze jeszcze troszke i przyjedziesz :) sciskam cie mocno i sle buziaki podwojne:> :***

    OdpowiedzUsuń