niedziela, 21 marca 2010

Spieszmy się żyć.

Chce mi się ryczeć, a mięśnie odmawiają mi posłuszeństwa. Od wtorku jestem w domu i przyszedł czas, by wrócic na studia. Po miesięcznej nieobecności to było jak wizyta w najlepszym SPA na świecie. Lepsze niż marzenie o wyjeździe do Japonii. Lepsze niż najwspanialsza rzecz od Vivienne Westwood. Przyznaje, dopiero w domu poczułam jak wykończona byłam. Tu mam swoje prywatne źródło energii. Nie przeraża mnie fakt, iż trzeba wstać wcześnie rano, iść i załatwiać pilne sprawy. Mam chęć do działania kreatywnego i konstruktywnego. Bez głupot dla zabicia czasu.
Właściwie pobyt ten był doładowaniem mojej duszy, czy raczej umysłu. Spotkałam się z Aliszją, zadbałam o dobry wygląd przez co moje samopoczucie podskoczyło znacznie w górę, beztrosko spałam i jadłam zdrowe rzeczy (ani jednej zupki chińskiej i innego żarcia z papierka!!). Obejrzałam również "Weronika postanawia umrzeć", "Przerwana lekcja muzyki" (właściwie dokładnie nie rozumiem polskiej translacji tytułu tego filmu) oraz całą serię koreańskiej dramy "You're beautiful". Zakochałam się w tej azjatyckiej serii <3. Soundtrack słucham w kółko. W imię tego mojego szaleństwa możecie sobie posłuchać na blogu utworu Kim Dong Wook'a "My Heart is Cursing", który został wykorzystany w serialu.
Myślę, że gdybym mieszkała W takiej Korei, albo Japonii i miała te 14-17 lat to byłabym niesamowicie zwyczajną nastolatką oglądającą te wszystkie seriale i kochajacą się w ich bohaterach. Słuchałabym tej (czasami) kiczowatej muzyki zwanej j-pop (japoński pop), czy k-pop (koreański pop). Przed zaśnięciem czytałabym mangi i manhwy wzdychając do myśli o przeżyciu takiej niesamowicie romanchikku historii jak w telewizji czy komiksie. Damn! ile szczęścia i beztroski mnie mija przez to, że żyję tak daleko...
Życie.
Do następnego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz