niedziela, 11 kwietnia 2010

Krzyż na drogę.

Nadszedł dzień, by opuścić to moje pierwsze studenckie mieszkanko. Przywiązać się do wynajmowanego mieszkania, to w moim odczuciu wielki błąd. Trudno się z nim rozstać, sentymenty, segmenty i inne smutki z powodu przeprowadzki. Wiadomo, to tylko na teraz, na te kilka lat, nic więcej. Dodatkowo wynajmujący na koniec okazują się niemili. To nie jest nasz dom. Tak więc uciekamy z współlokatorką z tego piekiełka po 6,5 miesiącach. Czy to jest dobra decyzja? Wierzę w to, iż tak.
Pakowanie to jakaś pomyłka. Mam multum rzeczy do zabrania. Na całe szczęście moje pojemniki od taty mieszczą sporą część dobytku. Jedynie książki stanowią dla mnie malutki problem, nie mieszcząc się już nigdzie. No, to za pare dni spodziewajcie się noteczki z całkiem nowej stancji!
DIY wisiorek z krzyżykiem przeobraził się w bransoletkę. Ten łańcuch (grubość oczek) mi nie odpowiadał. Na ręce zaczął jakoś znośnie wyglądać. Dokupiłam jeszcze jeden, uroczy krzyżyczek z cyrkonią (czy innym świecącym plastikiem). Motyw krzyża to zaraz po kokardkach mój całkiem ulubiony motyw! Hue. Foteczkę bransoletki wstawię na dniach.
Do następnego!

1 komentarz:

  1. a w zasadzie czemu zmieniasz lokum? ;>
    ja mam znowu jazdy z wlascicielka, nic tylko jej strzelic w leb. mam nadizeje, ze w przyszlym roku akademickim bede sie martwic o mieszkanie we wrocku -_-
    Twoja stara

    OdpowiedzUsuń