Pan Wietnamczyk. Min. Yoroshiku Min-sama :). Może jestem głupia, albo coś w tym stylu, ale czuję się taka uśmiechnięta. Poznałam kawałek wymarzonej Azji. Zmierzał do Częstochowy, a pracuje jak kucharz w Warszawie. Ah. Szkoda, że nie jest młodszy, to bym go wyrwała. A jak się wyrywa Azjatów? Ano:
-Excuse me, do you speak english?
–bełkot,bełkot,chyba yes
–I think that you should be more careful about your luggage.
–Thank you…
Dlaczego turyści z Azji są tacy beztroscy w stosunku do swojego bagażu? Nie wiem. Może myślą, że ludzie będą bali się ukraść coś obcokrajowcowi? Wątpię, by u nich nie istnieli złodzieje, kieszonkowcy.
Wracam na studia. Niestety. Chociaż przez pierwsze trzy godziny podróży stety, bo odbyła się z Łabądkiem bohemowym. To był pierwszy raz od dawna, kiedy nie było mi smutno, że wracam. Pan Min ukoił moje serce podczas godzinnego czekania na autobus do Nysy.
Chce mi się ruszyć gdzieś. Wyjechać. Nie uciec, zwyczajnie odwiedzać ludzi i miejsca.
Do następnego.
Ps. Wiem, że japoński to nie wietnamski, ale Pan Min stwierdził, że to podobne języki, więc mu ufam :P
czwartek, 8 kwietnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
bah i jej zwiariowane przygody :D
OdpowiedzUsuńczekam na środe ;*
moze on byl z dynastii minG :P
OdpowiedzUsuń^^ jasne,jasne. był przemiły i częstował mnie gumą do żucia :P i był ładnie ubrany!
OdpowiedzUsuńja też przyjemnie spędziłam te 3 godziny jazdy:) bo z Tobą!;*
OdpowiedzUsuńPodryw na bagaż!! Muszę to zapamiętać... ;)
OdpowiedzUsuńN.
Alicja:
OdpowiedzUsuńJa "na bagaż" nawiązałam wracając z Gdańska konwersację z dwoma gejami, z czego jeden miał butki z lacoste:PP