Wkurzone z współlokatorką udałyśmy się na piwo. Wygadałyśmy naszą złość i opracowałyśmy część dalszą piątkowego wieczoru. Zakończyło się na włóczeniu po mieście i densach od 23.40 do 1 bez przerwy. Ciężki tydzień zakończ wyczerpującą imprezą-moja nowa mądrość życiowa. Nie powiem, było przednio.
Dnia następnego odbył się należyty odpoczynek po tygodniu harówki. Wieczorem przyjechała nasza koleżanka z zaocznych i razem z nią, moją współlokatorką oraz byłą współlokatorką wyczołgałyśmy się na miasto. W związku z tym, iż odbywały się dni miasta w którym studiuję zorganizowano festyn. Był koncert Kayah, festyniarskie piwo, festyniarski chleb z masłem i zabawa z orkiestrą. Hell yeah! -jakby to zakrzyknął James Hetfield.
Mam szansę wyjazdu na semestr za granicę. Przeszłam już wszystkie rekrutacje, teraz wystarczy, iż zdam sesję przed lipcem. W związku z tym mogę również ubiegać się o kurs językowy w państwie, w którym będę studiować. Ch*j jasny by to strzelił. Daty kursów pokrywają się z datą moich praktyk. Jedna na całe życie szansa. A już mi się odechciewa z tym kombinowaniem jak to wszystko połączyć. W rzeczywistości jest jedno wyjście: przesunąć praktyki z sierpnia na wrzesień. Byłoby to wykonalne gdybym miała kontakt telefoniczny do mojej koordynatorki praktyk oraz nie musiałabym złożyć podania o kurs aż do jutra -,-.
Chapajcie swoje szanse ile tylko się da. Tylko pamiętajcie, że nieźle pogmatwa to Wasze życie.
Nieźle rozdrażniona żegnam.
Do następnego.
Do następnego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz