Kilka dni temu ktoś błyskotliwie w zakamarku naszego podwórka porzucił łóżko. By nie budzić oburzenia czytelników, nieopodal owego zakamarka na naszym podwóreczku znajduje się śmietnik kamienicy przylegającej do Domku Babci. Dziś naciskam na klamkę pierwszych drzwi prowadzących z kuchni do przedsionka i nic. Pierwszy raz ktoś zamknął te drzwi na klucz. Zapytałam współlokatorki czemu to zrobiła. Opowiedziała mi taką oto historię: Wczoraj około 21, kiedy ja drzemałam, na podwórko zajechała straż miejska. Strażnicy zmierzali w stronę domu. Współlokatorka zatrwożona schowała się za okno i podglądała. Panowie skręcili w zakamarek, gdzie leżało wcześniej wspomniane posłanie. Z ulgą, już się nie kryjąc, usiadła przy oknie i nasłuchiwała. Tu nastąpił dialog:

-Co pan tu robi?-strażnik miejski
-Śpie sobie-pan bezdomny
-Ale tak nie wolno
-Ale ja jestem kulturalny, nikomu nie przeszkadzam.-tu wychyliła się jakaś baba z okno kamienicy i wtrąciła swoje trzy grosze:
-Jak to nie przeszkadza?! Niech panowie go stąd zabiorą!
-Gdzie go mamy zabrać? Może pani go przenocuje?-tu babę zatkało, bąknęła zdawkowe 'no nie' i się schowała- Niech pan sobie stąd pójdzie- zakończyli wyrozumiali strażnicy.
Współlokatorka przerażona wizją 'kulturalnego bezdomnego' zamknęła dodatkowe drzwi. Rano, kiedy mi o tym opowiedziała i zeszłyśmy na dół okazało się, że nasz prywatny bezdomny nadal tam był :). Uczciwie trzeba mu przyznać, że póki co jest nieuciążliwy i niegłośny.
Tak oto dorobiłyśmy się dzikiego współlokatora. Ah, dodatkowy element krajobrazu podwórka Domku Babci. Nudy nie ma.
Do następnego!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz