środa, 12 maja 2010

Pęka w szwach.

Oczywiście żyje. Cała i zdrowa. Chociaż nie, moje śliczne, cholerne, nowe butki obcierają moją lewą stopę za każdym razem kiedy je zakładam. Jest mi z tego powodu smutno. Smutno mi również z powodu mangi którą uparłam się, że przeczytam. No i przeczytałam, ale przetłumaczone rozdziały się urwały w środku akcji. Zapytacie: skąd ona bierze czas na czytanie mang, oglądanie japońskich dram i przegląd japońskich gazetek?! Odpowiedź jest prosta: nie ymprezuję, nie mam telewizora, radia, psa, dziecka czy kota, nie pracuje (poza nauką), nie gotuję skomplikowanych potraw, nie łażę po sklepach (nie ma nic ciekawego), a kiedy idę do biblioteki i pytam o interesującą mnie pozycję okazuje się, że jej nie ma... Uroki studiowania w małym mieście ;]
Ostatni tydzień minął mi pod znakiem lenia mutanta wgryzającego się i wrastającego w mózg. Nowy typ nowotworu. Tak jak w rzadkich przypadkach kiły doszło do samowyleczenia. Mam nadzieję. Niestety, lenistwo jest chorobą recesywną. Tak mi przykro...
Tak więc, moja rehabilitacja polegała na przyjmowaniu zdawkowych ilości tlenu (chociaż w sobotę wyczołgałam się na spacer), czytaniu mang, namiętnym graniu w pasjansa, słuchaniu muzyki, nieuczeniu się i bezwładnym zaleganiu w łóżku. Przyznam się do czegoś okropnego, przez dwa dni spałam w nieubranej pościeli. Bez prześcieradła, bez powłoczki na kołdrę i poduszkę.../kiedy to napisałam pokiwałam głowa na znak rozczarowania własną osobą/ Yh.
Dziś rano wzięłam się w garść i ruszyłam trochę sprawy naukowo-przyszłościowe. Jutro sporządzę sobie śliczny plan na najbliższe dwa miesiące. Zaliczenia, egzaminy, sesjo! PRZYBYWAJ!
Kalendarz zaczyna pękać w szwach.

Do następnego.

Ps. Kolażyk znajdowo-internetowo-japońskogazetkowy.
Ps.2. Zakończyłam naukę wszystkich chwytów masażu twarzy, szyi i dekoltu. Szkoda.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz