niedziela, 16 maja 2010

Trend-uległość

Cudownie odnowiona głowa. Właściwie obmyta przez alkohol. Każda żywa komórka i nerw przesycone magiczną trucizną prowadzoną krwiobiegiem wprost do centrum rozpieprzenia, dezorganizacji, dezmotywacji. Oczywiście, uszczerbki na zdrowiu pewnie niesamowite, tryliony szarych komórek zabitych. Przykro mi, żałoby nie będzie. Co mi było po tych zbiornikach mądrości, kiedy okiełznanie wszystkiego wkoło wydawało się niemożliwe. Dlatego dziękuję Dziuń i (nowopoznanej)eM. za przeuroczo pijacki wieczór.
No, wracam do żywych i zorganizowanych. Cele są niezbyt wysublimowane. Proste, ale wymagające standardowego poświęcenia i wielu godzin nauki. Dam z siebie wszystko!
Już od paru miesięcy obserwuję w japońskich gazetkach trend na kapelusze weneckiego gondoliera. Nazwa-porównanie to tylko i wyłącznie mój twór. To właśnie nieznajomość fachowej nazwy tego nakrycia głowy nie pozwala mi odszukać w internecie takiego modelu i, być może, nawet zakupu. Złamałam się. Trend-uległość...
Cóż, wracam do pakowania. Mama mnie straszy, że zaleje mnie na studiach. Wierzę, że Domek Babci tak łatwo się nie da.
Do następnego.

1 komentarz:

  1. och tak piątek stanowczo rządzi. czekam na przeciwzmarszczkowe masaże :D

    OdpowiedzUsuń