Kolejne potwierdzenie reguły mądry polak po szkodzie, lepiej żałować, że się coś zrobiło źle niż nie robić tego wcale, itp. Kolejny kop w dupę, żeby nie odkładać ludzi na potem, na jutro. Straciłam przepastnie szansę na utęskniony śmiech Natalii, na rozmowę z Sysiem, na dowiadywanie się jak się ma Alexandra. Tak, jest mi smutno.
Szczerze mówiąc,

zabrakło jednego dnia wolnego więcej, żeby nabyć się z moją siostrą i brother-in-law. Żeby spotkać się porządnie z Ważnymi. Żeby spakować się i pouczyć. Żeby doprowadzić się do porządku. Żeby w końcu odespać i odpocząć. Życie.
Kontynuując festyniarską pa
ssę wczoraj nieplanowanie wylądowałam na dniach mojego miasta po uprzednim (też nieplanowanym) piwie z Aliszją. Festyniara 100%. W trakcie koncertu spotkałam się z Badą. Kiedy wypatrywałam jej w tłumie moje serce było tak poddenerwowane jak gdybym czekała na randkę z najwspanialszym facetem na ziemi. He.
Niech mnie ktoś spakuje. Niech mnie ktoś nauczy na jutrzejszy egzamin. Niech mnie ktoś przeteleportuje na studia. Niech mnie ktoś kopnie w zad!
Bezsilne do następnego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz