niedziela, 20 czerwca 2010

Imieninowa kawa














Wczoraj doznałam niesamowitej ulgi. Ważąca sporo powstrzymanych oddechów, myśli i słów kurtyna, zszyta z niesamowicie ważnych i miłych wspomnień,opadła. Szybciej niż się spodziewałam. Poczułam jak mój mięsień sercowy swobodnie się rozkurcza. Bez skrępowania. Niech to będzie zaczyn do powrotu dawnego rozmiłowania dla cennej Ciebie. Poza tym, miło jest posiedzieć w krzakach z eM. i Dziuń oraz mrówkami, stadem komarów i chłodem. Zdrady, namiętności, pasje, zawiedzione oraz gorzkie nadzieje, ciuwadragesy. Dwie ławki i One, więcej do miło spędzonego 1 i 1/2 godziny nie trzeba.
Dziś zaproszenie, kilka zdań, pół godziny i siedzę w autobusie do Aliszji. Moja mama wpadła na pomysł, że jutro Alicji, to może Aliszja ma imieniny. No i się spytałam z ciekawości. Okazało się, że rzeczywiście jutro biba na mieście, Namenstag Aliszji.
Zaopatrzona w Perły (na bogato) pognałam na vehiculum które miało mnie przeteleportować do Niej. No i nie zgadniecie gdzie wylądowałam. Na festynie! Tak, tak! Niczym dwuwodny siarczan wapnia
CaSO4 x H2O o przeciętnych właściwościach kryjących jestem 100%Festyniarą x 2. Jak nigdy, w tym roku to już trzeci festyn z okazji dni jakiegoś miasta, na którym się znalazłam. Słówka, słóweczka, śmiech i obserwacje, i imieninowa kawa. Lubię tak. Lubię.
Teraz stwierdzam jedno: jak zwykle nie przerobie całego materiału do egzaminów :P.
Do następnego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz