wtorek, 27 lipca 2010

3.











W sobotę wytańczyłyśmy się z Alicją do stopnia przyzwoitego. Trzy, cztery godzinki z jednopiosenkowymi przerwami, raz na pół godziny. Mimo, iż wytańczyłyśmy wszystkie ostatnie piosenki, chciałam tańczyć jeszcze. Całą imprezę definitywnie zakończył chłopiec który upadł sobie i leżał na parkiecie dobrych 15 sekund. Rozcięta głowa i krew na podłodze całkiem nieźle ostudziły mój taneczny zapał. Dnia następnego zdychałam nie z kaca, a z bólu całego ciała. Wyszła cała sztywność i brak rozciągnięcia ciała...
Już dwie osoby wyznają mi patrząc prosto w oczy, że już za mną tęsknią. Jeszcze nie wyjechałam, dziwne uczucie. Zauważyłam niesamowite zjawisko, formacja trzymająca kciuki o to, by nie spodobało mi się na Litwie i wróciła po miesiącu. Oczywiście, moja mama stoi na czele tej grupki ;)
Eh, do następnego!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz