sobota, 30 października 2010

Kolejny raz pierwszy









Mimo, iż ten tydzień wykończył mnie fizycznie i psychicznie, wczoraj dałam z siebie wszystko. Jak rzadko mi się zdarza być na czas, tak wczoraj na zajęcia o 8 przybyłam przed czasem i na umówione spotkanie z dziekanatem także, by później charytatywnie zostać na zajęciach z historii makijażu. Kiedy wróciłam do dormitorium padłam na pysk. Ogólnie ten tydzień byl pod znakiem nocy nieprzespanych, nie wiedzieć czemu, być może ze stresu, albo faz księżycowych? Kto wie.
Już od czwartku wszyscy nauczyciele i studenci żyli tylko jednym: powrotem do domów na weekend przedłużony o 1 listopad. Też bym chciała, ale I mast bi strong, w końcu wiedziałam na co sie pisze wybierając studia za granica! Tak oto przezywam kolejny pierwszy raz: nie będzie mnie na 1 listopada w domu. Dopiero teraz poczułam, ze ten dzień ma szczególne znaczenie i jest dla mnie ważny. Yh.
Wracając do typowej Litwinki (przypomniało mi się wczoraj, kiedy maszerowałam do szkoły), to sa szczupłe. Trudno tu znaleźć kogoś z nadwaga. Labai gerai w moim mniemaniu!
No, to do nastepnego.

Ps. I hate my head since I don't like the way when I'm writing in Polish :C. Now, after this months in Lithuania, I prefer much more my English writing style. Stupid!

czwartek, 28 października 2010

Cycki i słów komentarza mego na temat mody litewskiej kilka.

Może zacznijmy od części pierwszej tytułu posta. Jakoś ostatnio pochylam się nad wyglądem piersi kobiecych. Być może lekcje masażu tchnęły we mnie to natchnienie do biustów? W każdym razie dobre cycki nie są złe!
Litwinki. Ładne dziewczyny. Ich znakiem rozpoznawczym są długie włosy. Jeśli dla mnie do tej pory długie włosy znaczyły 'do ramion', to teraz zmieniam zdanie. Długie włosy w wydaniu Litwinek to włosy sięgające za łopatki i to sporo. I nieważne, czy twoje kosmyki są cienkie, czy grube, czy szybko się przetłuszczają, czy nie, czy je farbujesz, czy są naturalne. Noszenie długich, rosnących naturalnie, bez szczególnego cięcia włosów to standard u Litwinek. Moje krótkie, cienkie i niefarbowane, a teraz pozbawione charakteru w fryzurze włosy wyróżniają mnie znacznie z tłumu Litwinek. No właśnie, co do standardów litewskich fryzur, dziewczyny (praktycznie) wszystkie farbują włosy.
Co do ciuchów...Studentki ubierają się po studencku, kobiety po kobiecemu, kobiety starsze po starszokobiecemu. Czyli nuda i nic specjalnego. Znaczy, dużo w tym estetyzmu i ZGODNOŚCI ZE SKLEPOWYMI STANDARDAMI. EN U DE A!!! Czasami kiedy tak patrze na dziewczyny, to mam wrażenie, że się duszę, albo raczej one się duszą. Te zestawy są jak uniformy. Oczywiście w Wilnie trochę więcej to wszystko ma ducha i indywidualizmu, ale jakimże koszmarem byłoby gdyby nawet ludzie w stolicy nie dodawaliby trochę siebie w to co zakładają na grzbiet!
Do następnego.

piątek, 22 października 2010

Studencki czwartek, studenckie refleksje.

Dobra, wiem, blog opuszczony, osierocony, niechciany...Świeci pustkami od? 2 miesięcy? Nieważne. Dla tych, co nie pytali, a są ciekawi dlaczego zaniedbałam pisanie odpowiedź: nic szczególnego się nie dzieje, ciuchy drogie, każdą chwilę poświęcałam na organizowanie czasu wolnego. Co się stało, że planowanie już nie zajmuje mojej głowy? Wczoraj wypełzłam, jak co czwartek, na miasto. W końcu należy celebrować studencką noc! Doszłam do wniosku, że kluby mnie już nudzą. Chyba mam już dosyć szaleństw, które przeżywam od sierpnia...
Również wczoraj, kiedy wracałam o 9 rano z zajęć do mojego, jakże wspaniałego dormitorium, pomyślałam, że w sumie co to za różnica gdzie się studiuje? Nysa, czy Kłaipeda...nie odczuwam specjalnej różnicy w życiu studenckim. Nie czuję się specjalnie wyróżniona czy gorzej. Mogłabym zamieszkać na Litwie i nie poczułabym większej zmiany. Gdyby tylko przeteleportować trochę ludzi, nawet nie zatęskniłabym za Polską...
Nie obiecuje poprawy w prowadzeniu bloga. Postaram się.
Do następnego.

Ps.Ej, w ogóle, to serio zaniedbałam wszystko i wszystkich! :c