







We wtorek,czy też poniedziałek, drogą elektroniczną zostało przesłane na mój prywatny komputer zdjęcie Leona. Znajdy, grymaśnego chuligana. Wariata z własną wizją na życie, które bez jego rodziny adekwatnie byłoby niczym,a być może czymś? Czymś podłym, ubrudzonym futerkiem, głosami przepędzającymi go jak najdalej, przezywającymi 'darmozjadzie!'...a może czymś przesyconym kawiorem, kondensowanym mlekiem, jedwabną pościelą, codziennie świeżo upraną? W każdym razie, Leon, natenczas jest miłym futerkiem, grymasem, kaprysem, znudzonym miauknięciem, codziennym oczekiwaniem pod drzwiami punkt 15. Przymróżeniem oka, płaczem nad ranem, spaniem po cichutku, na paluszkach, atakiem znienacka! Taki oto kot przytrafił się mojej rodzinie. Oj, jakże ważna to persona dla naszej familii, dowie się ten, kto zostanie przez niego drapnięty lub ofukany. Miło mi się zrobiło kiedy zobaczyłam tą cwaną sierść...
Idę wyciągnąć pranie.
Do następnego.
miiiił!!!!
OdpowiedzUsuńZ tego wszystkiego założę jutro swoje kocie kolczyki ;)
OdpowiedzUsuńN.
^^
OdpowiedzUsuń