










'I hate you and you hate me. You know what, you know what? It's all in the family'
Tym jakze adekwatnym cytatem, z jakze adekwatnej piosenki Korn & Limp Bizkit pragne rozpoczac ten wpis. Slowa tycza sie sytuacji w moim mieszkanio-hotelo-dormitorium. Wszyscy sie tu nie lubimy,nie kochamy, nie przepadamy za soba najmilej. Nie nienawidzimy, to nas nie dotyczy. Subtelnie, bezslownie, gestykularnie i wzrokowo przekazujemy sobie komunikat niepozytywny acz prawdziwy, nieoklamany. Zastanawiam sie, czy to fatum i zawsze, gdy bede dzielila z kims mieszkanie nie bede przepadala za wspollokatorami...
Ta nieprzebrana niemilosc uderzyla mnie po wyprowadzce mojej wspollokatorki z naprzeciwka, Nepalki. Radosc jaka zapanowala wsrod wiekszosci lokatorow zszokowala mnie. Paskudne nielubstwo uprawiali tylko wzgledem niej, dokonujac aktow reprezentujacych ich uczucia. Dzis wygladajac przez okno i obserwujac ta cholernie urocza acz uciazliwa biel zyczylam jej w duchu powodzenia.
Nie nie lubcie sie.
Do nastepnego.