niedziela, 27 czerwca 2010

Szczęście z radio.





















Panie i Panowie, decyzją nie do końca milutkiego profesora sesję zdałam. I przyznam się Wam w sekrecie, że w moim indeksie najniższą i jedną jedyną oceną jaka się pojawiła jest 3,5.
Kiedy w piątek urządziłyśmy sobie z współlokatorką posesyjny wieczór-imprezę-clubbing i wylądowałyśmy u koleżanek współlokatorki w radio (które pobrzmiewało gdzieś tam w tle) puścili Kombi. Dziewczyny w pisk i radosne mówią nam: dziewczyny zdałyśmy! Jak w radio leci Kombi, to jutro będzie szczęście. Hm, może to prawda ;)? W każdym razie piątkowe podsumowanie semestru całkiem miło taneczne.
Myślałam, że jeden dzień w domu będzie w sam raz, wstarczający. Po 1/2 tej 'ostatniej' niedzieli wiem, że to zdecydowanie za mało.
Nasłuchujcie Kombi w radio! Niech i Wam przynosi szczęście :P.
Do następnego!

piątek, 25 czerwca 2010

5.04 czasu polskiego.

Leżę na swoim łóżeczku w Domku Babci. Nie mam pojęcia jaki tytuł nadać temu postowi, bo nic szczególnie nie skupia mojej uwagi, no może poza moim wyjazdem i lawiną papierkowej roboty, która pojawiła się wciągu dwóch ostatnich dni.
Sesja być może (jutro wyniki dwóch ostatnich egzaminów) za mną. Jeśli nie zdałam, to nie wyjeżdżam za granicę, jeżeli jakimś cudem zdałam wczorajszy egzamin (co do dzisiejszego jestem pewna zaliczenia), to znikam właściwie w poniedziałek o 5.04. Z góry przepraszam wszystkich (i wszystko) którym obiecałam spotkania, imprezy, zakupy, kawy, ploty, spacery i wiele innych.
Od poniedziałku do trzeciego tygodnia lipca znajdziecie mnie w trójmieście. Od 1 do 21 sierpnia znajdziecie mnie na Litwie. Od 1 września zaczynam semestr za granicą, więc znów będę tam dostępna. Jak bóg da, to w domu będę w ostatnim tygodniu lipca. Nie obiecuję żadnych szalonych imprez i spotkań, gdyż chcę pobyć także z rodziną.
Do następnego.

niedziela, 20 czerwca 2010

Imieninowa kawa














Wczoraj doznałam niesamowitej ulgi. Ważąca sporo powstrzymanych oddechów, myśli i słów kurtyna, zszyta z niesamowicie ważnych i miłych wspomnień,opadła. Szybciej niż się spodziewałam. Poczułam jak mój mięsień sercowy swobodnie się rozkurcza. Bez skrępowania. Niech to będzie zaczyn do powrotu dawnego rozmiłowania dla cennej Ciebie. Poza tym, miło jest posiedzieć w krzakach z eM. i Dziuń oraz mrówkami, stadem komarów i chłodem. Zdrady, namiętności, pasje, zawiedzione oraz gorzkie nadzieje, ciuwadragesy. Dwie ławki i One, więcej do miło spędzonego 1 i 1/2 godziny nie trzeba.
Dziś zaproszenie, kilka zdań, pół godziny i siedzę w autobusie do Aliszji. Moja mama wpadła na pomysł, że jutro Alicji, to może Aliszja ma imieniny. No i się spytałam z ciekawości. Okazało się, że rzeczywiście jutro biba na mieście, Namenstag Aliszji.
Zaopatrzona w Perły (na bogato) pognałam na vehiculum które miało mnie przeteleportować do Niej. No i nie zgadniecie gdzie wylądowałam. Na festynie! Tak, tak! Niczym dwuwodny siarczan wapnia
CaSO4 x H2O o przeciętnych właściwościach kryjących jestem 100%Festyniarą x 2. Jak nigdy, w tym roku to już trzeci festyn z okazji dni jakiegoś miasta, na którym się znalazłam. Słówka, słóweczka, śmiech i obserwacje, i imieninowa kawa. Lubię tak. Lubię.
Teraz stwierdzam jedno: jak zwykle nie przerobie całego materiału do egzaminów :P.
Do następnego.