poniedziałek, 29 listopada 2010

'Chwile ulotne'












Dwadzieścia siedem. Cztery. Jeden. Magiczne liczby, które mogę stopniować, odmieniać, mieszać. Kombinować. Liczby które są tak różne, a sprowadzają się do jednego. To tylko synonimy. Zabieg ku poprawie humoru, dodania sobie odwagi i paru gram siły.
Dwadzieścia siedem dni. Cztery tygodnie. Jeden miesiąc. Dom.

PAKTOFONIKA ' CHWILE ULOTNE ' http://www.youtube.com/watch?v=8xEN4LSPYIg&feature=related

Do następnego

niedziela, 21 listopada 2010

Łyso mi!







9 dni i będzie Paryż. W związku z tym, iż tkwi we mnie niewielkie zainteresowanie politycznym, ekonomicznym, aferalnym stanem świata, od kiedy nie posiadam dostępu do polsku- lub anglojęzycznej telewizji, nie wiem co się dzieje na naszym globie. Mama postraszyła, że docierają jakieś złe wieści z Francji. Cóż, ja liczę tylko na spokojny przylot do i odlot z tego kraju. Wątpię, by w stolicy coś mogłoby przeszkodzić najzwyczajniejszym w świecie turystom. Zobaczymy.
Co drugi czwartek uczęszczam na zajęcia praktyczne o nazwie 'hair care' czy też w języku litewskim 'plauku prieziura'. Przekonana byłam, iż pielęgnacja włosów będzie odnosiła się także do naszych czupryn, nie tylko do metod usuwania zbędnego owłosienia. Niestety, przedmiot ów dotyka tylko depilacji. Nie wiem czy kiedykolwiek usuwaliście owłosienie za pomocą wosku, czy to na gorąco czy tego z użyciem plastrów, ale ból jest dziwny. W ubiegły czwartek byłam modelką dla mojej koleżanki z grupy, Jolanty. Depilacja rąk przy pomocy plastrów nie była tak okropna jak pach przy użyciu wosku na gorąco. Uczucie jakby ktoś obdzierał ze skóry :x! W momencie kiedy dobrowolnie poddawałam się tym torturom pomyślałam tylko jedno, że powiedzenie 'dla urody trzeba cierpieć' w przypadku depilacji jest 100% prawdziwe.
Najzabawniejszą rzeczą jest to, że bez włosów na rękach czuję się dziwnie. Obco. Łyso. Nago! Wygląda to szalenie ładnie i estetycznie, ale cały czas boję się o skaleczenie. Te cholerne włosy jednak po coś są na łapach.
Aby Was nie zniechęcać do depilacji, na usprawiedliwienie swojego bólu mogę powiedzieć jedno, iż był to mój pierwszy raz (kolejny na Litwie). Jak wiadomo, nasze receptory czuciowe uczą się i za każdym razem gdy powtarzamy bolesne czynności, ból odczuwamy słabiej c:
Do następnego!

piątek, 12 listopada 2010

Leonowe inspiracje.









We wtorek,czy też poniedziałek, drogą elektroniczną zostało przesłane na mój prywatny komputer zdjęcie Leona. Znajdy, grymaśnego chuligana. Wariata z własną wizją na życie, które bez jego rodziny adekwatnie byłoby niczym,a być może czymś? Czymś podłym, ubrudzonym futerkiem, głosami przepędzającymi go jak najdalej, przezywającymi 'darmozjadzie!'...a może czymś przesyconym kawiorem, kondensowanym mlekiem, jedwabną pościelą, codziennie świeżo upraną? W każdym razie, Leon, natenczas jest miłym futerkiem, grymasem, kaprysem, znudzonym miauknięciem, codziennym oczekiwaniem pod drzwiami punkt 15. Przymróżeniem oka, płaczem nad ranem, spaniem po cichutku, na paluszkach, atakiem znienacka! Taki oto kot przytrafił się mojej rodzinie. Oj, jakże ważna to persona dla naszej familii, dowie się ten, kto zostanie przez niego drapnięty lub ofukany. Miło mi się zrobiło kiedy zobaczyłam tą cwaną sierść...
Idę wyciągnąć pranie.
Do następnego.

sobota, 6 listopada 2010

Kradzione nie tuczy!?








Miała być podróż do Paryża za 200PLN w obie strony, a jest kiszka, gdyż mojej karcie/kontu brak jakiejś śmeiszne autoryzacji. Cóż…moja współlokatorka poleci sama? Chociaż zarzeka się, że choćbym miała zapłacić pieprzone 500LTL, to pojadę z nią. No chyba, że mi dopłaci 300LTL…Pal licho, fajne uczucie, że za 20 dni leci się do Paryża, tylko dlatego, że była promocja na loty :P
Z kasą krucho, bo ciągle ją przejadam, przepalam, przejeżdżam, przewydaje na ubrania, które niestety były mi potrzebne. O dziwo nie przepijam i nieprzeimprezowuje. Jestem bardzo ekonomiczną imprezowiczką (o ile można tak powiedzieć i nei brzmi to jak oksymoron). Czasami z braku pomysłu, co by sobie ugotować, albo braku sił na przygotowywanie posiłków, zerkam do garnków współlokatorów i kosztuje, co tam ciekawego mają. Kradzione nie tuczy! Moja współlokatorka z naprzeciwka,Nepalka, chyba wie, że ktoś podkrada jej jedzenie, bo jej potrawy, to najgorsze na co mogę ‘trafić’. Nieważne co przyrządza, pali, piecze, jest ostre i po posmakowaniu wypijam litry herbaty. Jak ona może dowalać tyle ostrych przypraw >.Do następnego Słodziaczki!

poniedziałek, 1 listopada 2010

Bordo szminka za 3 lity wykobieca!









W sobotę przebudziłam się z myślą w głowie: shopping! Koniecznie potrzebna czapka, jeansy, sweter i t-shirty po zakupach okazały się być: czapką, sukienką, bluzką i butami i drobiazgami mniej lub bardziej użytecznymi w życiu codziennym. No cóż... W centrum handlowym spotkałam znajomych, których nie widziałam dobry miesiąc, co jest sporym sukcesem w Kłaipedzie. Zaprosili na pre-party i zaproponowali Halloween party w klubie, sugerując bym się przebrała, co by wjazd mieć za free. Jak to z ideami bywa, rodzą się z czasem. Najpierw kupiłam sukienkę (zwykła,czarna,na krótki rękaw z poduszkami na ramionach i koronkową wstawką na dekolcie). Później kupiłam buty (zwykłe jazzówki). I tak zrodziła się idea sofistikejted wampira. Potrzebowałam czerwonej szminki dla krwistego efektu oraz białego pudru do wybledzenia twarzy. Szminkę udało mi się dostać za szalone 3 lity, zestaw 4 cieni z białym włącznie za nieco wiecej.
Wybledziłam się, wyszminkowałam, ubrałam i doszłam do wniosku, że to za mało, niezbyt niesamowicie, więc pozostałam mną samą, wyszykowaną na imprezę. Kiedy Aliszja zobaczyła moją foteczkę w makijażu stwierdziła, że wykobieciałam. Hue, magia czerwonej szminki ]:->. Niesamowitością jest także to, iż kiedy moja współlokatorka o ciemniejszej ode mnie karnacji umalowała się tą samą pomadką wyglądała jak dziwka :X
Koniec długiego weekendu, całkiem zabawowo przyjemnego. Szkoda. Potrzeba mi jeszcze kilku dni na kumulację energii, by wytrzymać do świąt.
Do następnego

Ps. Ten post sensu najmniejszego nie ma, ale niech będzie, że żyję!