.jpg)
.jpg)


.jpg)
.jpg)


W sobotę przebudziłam się z myślą w głowie: shopping! Koniecznie potrzebna czapka, jeansy, sweter i t-shirty po zakupach okazały się być: czapką, sukienką, bluzką i butami i drobiazgami mniej lub bardziej użytecznymi w życiu codziennym. No cóż... W centrum handlowym spotkałam znajomych, których nie widziałam dobry miesiąc, co jest sporym sukcesem w Kłaipedzie. Zaprosili na pre-party i zaproponowali Halloween party w klubie, sugerując bym się przebrała, co by wjazd mieć za free. Jak to z ideami bywa, rodzą się z czasem. Najpierw kupiłam sukienkę (zwykła,czarna,na krótki rękaw z poduszkami na ramionach i koronkową wstawką na dekolcie). Później kupiłam buty (zwykłe jazzówki). I tak zrodziła się idea sofistikejted wampira. Potrzebowałam czerwonej szminki dla krwistego efektu oraz białego pudru do wybledzenia twarzy. Szminkę udało mi się dostać za szalone 3 lity, zestaw 4 cieni z białym włącznie za nieco wiecej.
Wybledziłam się, wyszminkowałam, ubrałam i doszłam do wniosku, że to za mało, niezbyt niesamowicie, więc pozostałam mną samą, wyszykowaną na imprezę. Kiedy Aliszja zobaczyła moją foteczkę w makijażu stwierdziła, że wykobieciałam. Hue, magia czerwonej szminki ]:->. Niesamowitością jest także to, iż kiedy moja współlokatorka o ciemniejszej ode mnie karnacji umalowała się tą samą pomadką wyglądała jak dziwka :X
Koniec długiego weekendu, całkiem zabawowo przyjemnego. Szkoda. Potrzeba mi jeszcze kilku dni na kumulację energii, by wytrzymać do świąt.
Do następnego
Ps. Ten post sensu najmniejszego nie ma, ale niech będzie, że żyję!