










1:30. Poniedziałek. Po weekendzie. Strasznie mi przykro, że wcale nie zmarnowałam tego weekendu, ale teraz mam w sobie cichutką chęć głośnego płaczu i lamentu nad swoim lenistwem po raz wtóry. Jutro będzie zły dzień. Dzień goryczy i zgrzytania zębami. A przecież, w gruncie rzeczy, ja bardzo lubię swoje studia. Czemu wciąż powtarzam ten sam błąd?
Silna potrzeba ucieczki. Szkoda.
Do następnego
Ps. Ostatnio jedynym kokardkowym motywem, który zakładam jest ukochana przepaska z kokardką, którą dostałam dwa lata temu od Aliszji. Coraz mocniej pociąga mnie maksymalny minimalizm i brak pierdolniczków wzorniczych. Też szkoda.








