Pewnie niewielu z Was wie, że istnieją targi kosmetyczne. Targi kosmetyczne, to spotkania wystawców z szeroko pojętej branży kosmetycznej, od firm produkujących kosmetyki (profesjonalne i do użytku domowego), przez biżuterię, aż po maszyny do zabiegów kosmetycznych i "odchudzające". Cel jest prosty: sprzedać swój produkt, przyciągnąć nowych klientów i zainteresować ich swoją ofertą. Na tłumy odwiedzających składają się hurtownicy, właściciele salonów kosmetycznych, uczennice szkół kosmetycznych, osoby niezwiązane profesjonalnie z kosmetyką, co by zaopatrzyć się w trudno dostępne kosmetyki lub wyhaczyć nowinki na rynku. Ceny także bywają atrakcyjne, gdyż zazwyczaj produkty sprzedawane są w cenach dla salonów kosmetycznych, często można coś utargować, czy zdobyć próbki kosmetyków. Wszystko pięknie, panie wymalowane, odświętnie ubrane przechodzą od stoiska do stoiska zapoznając się z ofertą, uśmiechnięte i zadowolone, jeśli dopadną fajny kosmetyk w dobrej cenie. Święto kosmetyki i piękna.
Z mojej perspektywy, czyli perspektywy wystawcy, jest to ciężka praca. Łatwo coś pomylić, nie doliczyć (wydać towar za darmo), nie wiedzieć gdzie ręce wsadzić, co jeszcze opowiedzieć o produkcie, aby przekonać klienta, żeby go kupił. Część klientek rzeczywiście wydaje się uczestniczyć w targach jako spotkaniu ważnym dla nich, pozwalającym chociaż na jeden dzień przenieść się do świata ich pasji i zainteresowań. Część natomiast zdaje się szukać cudownego kosmetyku za 2zł... I te ciągłe pytania 'a próbki!? macie próbki!?' z pretensją i nieważne jakie próbki, czy do cery trądzikowej, chociaż widać, że pani przydałby się krem przeciwzmarszczkowy milion+. A stworzenie takiej próbki to też koszty, łatwo nabrać 10 próbek kremu, które w naszej firmie spokojnie wystarczają na 2-3 aplikacje i tak całe życie, ani razu nie kupując od nas kremu. Dziwne to.
Smutno mi tylko, że nie miałam czasu, żeby iść na jakiś wykład czy pokaz. No ale cóż, bez pracy nie ma kołaczy.
Do następnego.
wtorek, 16 października 2012
wtorek, 9 października 2012
It's hard to hold a candle in cold October rain
Żyję. Wciąż niezmiennie oddycham, mrugam i chodzę, w końcu 'od tego są nogi, by łazić na nich'. Jest znacznie lepiej, mniej samotnie, od kiedy w mieście pojawiło się więcej bliskich mi osób. Każde odwiedziny Przyjaciół są na wagę złota, zabijają smutki. Nareszcie zaczyna być normalnie, a praca sprawia jakby więcej radości.
Zimno wkroczyło na salony. Przeklętą jesień czuć już w powietrzu, ale kiedy na ławce w parku, w mżawce pije się pyszną, domową kawę z cynamonem i rozmawia z takim Przyjacielem, to nie czuje się przeszywającego chłodu. Kubek wyjmowany z kieszeni marynarki wzrusza, deszcz nie przeszkadza, jest ciepło, a papierosy smakują jakoś lepiej.
Na zimno dobrze robi też wino. Ale tylko w doborowym towarzystwie! Skutki uboczne jak niewyspanie i ból głowy następnego dnia niewykluczone, ale serce rozgrzane do 100 stopni Celsjusza. A do łóżka, w taką zimną noc warto zaprosić kogoś kto potrafi rozpalić ciało jednym spojrzeniem i jednym dotykiem. Bo ciężko niesie się samemu swoją świecę w taki zimny, październikowy deszcz.
Do następnego. Nie marznijcie.
niedziela, 23 września 2012
Koledzy.
Pustkę tego wielkiego mieszkania, tych moich czterech (jakże
brzydkich) żółtych ścian wypełnia muzyka i sterta ubrań, które robią sztuczny
tłum na podłodze, krześle, szafkach. I te zdechłe kaktusy na parapecie, które
nie znaczą dla mnie nic. Ze zlewu wysypuje się sterta niepozmywanych naczyń, a
w przedpokoju postawiłam zasieki na złodziei z butów, pustych pudełek po
papierosach i ulotek. Na balkonie układam nowy wzór z popiołu, na już gotowym
dywanie pokrytym warstwą brudu. Po co to wszystko sprzątać, dla kogo? Niech tak
sobie będzie, niech tak zostanie.
Nie czuję się z tym dobrze, że kiedy wracam nikt tu na mnie
nie czeka. Wiecie, ostatnio mój ojciec powiedział mi 'nie patrz na kolegów, oni
sobie pójdą, zajmij się sobą'. Póki co nie pozwalacie spełnić się tym
proroctwom. Dobrze wiem, że każdy jest kowalem swojego losu, każdy ma swoje
życie, każdy je układa na swój sposób, jak tylko najlepiej potrafi. Tylko tak
się stało, że nasze życia posplatały się na pewnych odcinkach. Dla części
'kolegów' nawet nie chce mi się nadkładać drogi by dotrzeć do tego samego
punktu co oni. Dla tych jednak na których polegam, którym poświęcam najlepsze
myśli i najszczersze słowo dedykuję odcinki najdłuższe, by chociaż na chwilę
móc iść obok nich, spojrzeć im w oczy i czuć, że nie jestem sama. Dopiero wtedy
czuje, że kierunki jakie obieram mają sens i w końcu gdzieś mnie doprowadzą.
Więc tak oto zajmuje się sobą- idę dalej posilona Waszą obecnością, od czasu do
czasu szukając Was na szlaku.
Do następnego.
sobota, 26 maja 2012
Padaka
Pan "Koziołek"-mój szanowny instruktor nauki jazdy samochodem- zbledl bardzo w moich oczach. Nie mam pojecia co sie stalo i jak, ale w pewnym momencie stracil wiare we mnie, stale sie opryskliwy i niemily. Moze za duzo gorzaly? Nie wiem, ale wiem jedno, wkurza sie o rzeczy ktorych nie potrafie robic, bo nigdy wczesniej nie robilam. Dzis rondo i parkowanie przodem,a takze zawracanie okazalo sie moimi killerami :D A za godzine drugie nietowarzyskie spotkanie Bacha kontra egzamin na prawo jazdy. Chyba umre. Juz wszystkie wnetrznosci przewrocily mi sie na druga strone. Jeszcze tylko zerkne na youtube na sprawdzanie swiatel i plynow i lece....To glupie, ale miesnie rak odmawiaja mi posluszenstwa ^^' haha.
Jest wesolo. Do nastepnego.
Jest wesolo. Do nastepnego.
wtorek, 15 maja 2012
Wkurzony dzieciak wita konsumenta
No hej! To właśnie ja. Dziś po tym jak u siostry na balkonie paliłam kolejnego papierosa i wygłupiałam się z siostrzenicą przez okno, usłyszałam donośny monolog mieszkanki osiedla. Nie lokalizowałam skąd płynął głos, ale bardzo dobrze słyszałam o co chodziło. Mianowicie: trzeba komuś kupić popielniczkę! O, wywala kiepy w kwiaty (nawiasem mówiąc, kwiatów pod balkonem nie ma, więc wciąż zastanawiam się czy to było kierowane do mnie), patrz, o tam! W mojej głowie pojawiła się jedna odpowiedź: zamknij się piz*o! :D:D:D Wiem, wiem, robię źle wywalając niedopałki za okno, już parę miesięcy temu moja siostra prosiła mnie o postawienie popielniczki na balkonie, czego nie uczyniłam, bo na papierosa wychodziłam może 3 razy kiedy u niej byłam. Wyjątkowo siedzę u niej od niedzieli, więc fakt, wychodzę częściej. Nie o tym mowa, nie usprawiedliwiajmy samych siebie. Co mnie uderzyło, to moja reakcja. Powinnam się wstydzić ]:> Przepraszam tą Panią, siostrę i pozostałych...tak wyszło. Szybko postanowiłam poprawę i piękna popielniczka już stanowi nieodłączny element dekoracji balkonu.
Do następnego.
Do następnego.
niedziela, 6 maja 2012
I huczy, i gra.
Przecież wszystko jest ok. Przecież wszystko jest w porządku i huczy, i gra. Jednak mimo wszystko coś ciągnie w mnie tam, w dół. Nie mogę wygrać ze swoją własną głową. Kiedy zostawiam siebie na parę sekund sam na sam ze swoimi myślami, to czuję jak spadam. Obijam się. Bezsilne ciało trzaska o posadzkę. A potem odpalam kolejnego papierosa - staram się zagasić żale. I żadna myśl nie umie przebić się przez te iluzje, okrutne fantasmagorie. Bezduszne zwidy, przeczucia, dreszcze.
Bardzo bym chciała oswobodzić się od własnej głowy. Weźcie ją ode mnie, zakopcie, spalcie, niech mnie nie dręczy więcej. Niech nie dotyczy mnie samej!
Wielkie rzeczy, przecież przejdzie...
Do następnego, oby mniej dramatycznego c:
B.
Bardzo bym chciała oswobodzić się od własnej głowy. Weźcie ją ode mnie, zakopcie, spalcie, niech mnie nie dręczy więcej. Niech nie dotyczy mnie samej!
Wielkie rzeczy, przecież przejdzie...
Do następnego, oby mniej dramatycznego c:
B.
wtorek, 1 maja 2012
.
Każdy z nas ma w sobie niesamowity dar, talent. Wystarczy go dostrzec,docenić, rozwijać go, i zacząć się dzielić z innymi tym co mamy najlepsze.
Do następnego.
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Niedostatecznie
Łeb mi pęka. Testy na prawo jazdy nie idą, a mimo to mój wspaniałomyślny instruktor postanowił mnie wysłać do WORD na oficjalne starcie z tymi cholernymi pytaniami. Te wszystkie prędkości z przyczepą czy bez, za znakiem, na jezdni, na chodniku, prostopadle czy równolegle, wszystko to i o wiele więcej miesza się w mojej łepetynie, tak jak teraz mieszam łyżeczką moją drugą kawę. Przecież ja całe życie nie wiem kiedy jest równolegle a kiedy prostopadle! Jak ja to zdam...nie wiem. Instruktor podsumował całe to dzisiejsze rozwiązywanie testów i moją minę na koniec, kiedy usłyszałam 'idziemy na egzamin', krótko i na temat -swoją drogą bardzo pociesznie, podniósł mnie na duchu- że najwyżej polegnę. Ma Pan rację, ma Pan rację...
Do następnego
Z tej rozpaczy, że nic mi nie idzie i jestem okropnie rozpieprzona, sprawdziłam swój horoskop. Szczerze, liczyłam na to, iż wodnik w tym tygodniu przepełniony będzie marazmem, rozpaczą i zaleceniem, by pozostać przez najbliższy tydzień w łóżku, z laptopem i azjatyckimi serialami... Niestety, aby przepełnić czarę mojej prywatnej goryczy i po raz kolejny dziś zawieść się na moim szczęściu, horoskop pełen jest dobrego słowa, szansą na flirty, awanse i pozytywną energią od samiutkiego początku tygodnia po jego fantastyczny finisz z fajerwerkami. Co za pech.
No nic, pora zrobić coś co wychodzi mi dobrze. Może na początek mała drzemka??
Do następnego
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















































