niedziela, 23 września 2012

Koledzy.


Pustkę tego wielkiego mieszkania, tych moich czterech (jakże brzydkich) żółtych ścian wypełnia muzyka i sterta ubrań, które robią sztuczny tłum na podłodze, krześle, szafkach. I te zdechłe kaktusy na parapecie, które nie znaczą dla mnie nic. Ze zlewu wysypuje się sterta niepozmywanych naczyń, a w przedpokoju postawiłam zasieki na złodziei z butów, pustych pudełek po papierosach i ulotek. Na balkonie układam nowy wzór z popiołu, na już gotowym dywanie pokrytym warstwą brudu. Po co to wszystko sprzątać, dla kogo? Niech tak sobie będzie, niech tak zostanie.

Nie czuję się z tym dobrze, że kiedy wracam nikt tu na mnie nie czeka. Wiecie, ostatnio mój ojciec powiedział mi 'nie patrz na kolegów, oni sobie pójdą, zajmij się sobą'. Póki co nie pozwalacie spełnić się tym proroctwom. Dobrze wiem, że każdy jest kowalem swojego losu, każdy ma swoje życie, każdy je układa na swój sposób, jak tylko najlepiej potrafi. Tylko tak się stało, że nasze życia posplatały się na pewnych odcinkach. Dla części 'kolegów' nawet nie chce mi się nadkładać drogi by dotrzeć do tego samego punktu co oni. Dla tych jednak na których polegam, którym poświęcam najlepsze myśli i najszczersze słowo dedykuję odcinki najdłuższe, by chociaż na chwilę móc iść obok nich, spojrzeć im w oczy i czuć, że nie jestem sama. Dopiero wtedy czuje, że kierunki jakie obieram mają sens i w końcu gdzieś mnie doprowadzą. Więc tak oto zajmuje się sobą- idę dalej posilona Waszą obecnością, od czasu do czasu szukając Was na szlaku.

Do następnego.