poniedziałek, 27 lutego 2012

Chodź tu piesku!


Zadziwienia wśród znajomych moją przeprowadzką ciąg dalszy -,-. Zaczyna mnie to już drażnić, bo nie mam pojęcia jak reagować na zdziwione miny pomieszane z zaciekawieniem oraz uznaniem... Jezusie, to tylko Wrocław, może gdybym przeprowadziła się do Pragi, albo Berlina, albo takiego Tokio (<3) i dojeżdżała na studia :D:D:D to sama ubierałabym za każdym razem taki wyraz twarzy jak inni ^^. W każdym razie jest super. Mimo, że już nie cieszę się 100% swobodą, w końcu pomieszkuję tu dzięki wielkiej życzliwości mojej Rrrodziny, to wychodzę na miasto częściej niż robiłam to w Nysie.

Pewien bezdomny, którego widuje często na osiedlu zwrócił szczególnie moją uwagę. Ma popielate, druciaste i suche włosy i śmieszną brodę. Jest bardzo skromny i zawsze sam. Nie widziałam aby kiedykolwiek stwarzał jakieś problemy, może właśnie dlatego ludzie nie przeganiają go z lokalnego mini centrum handlowego? W sobotni wieczór, kiedy czekałam przy akompaniamencie papierosa na zielone światło, aby dojść do przystanku, owy Pan podszedł do mnie. Złapał moją uwagę infantylną gadką, ale co najbardziej mi utkwiło w głowie, to zdanie 'Czy mogłaby pani mnie poczęstować jakimś 'męskim', bo chodzę jak piesek, a do sklepiku daleko'. To nieważne czy ten sklepik był daleko czy nie, ale uderzyło mnie to porównanie. On rzeczywiście chodzi jak piesek... Wiecie, taki bezdomny kundelek, którego często mijacie na osiedlu, tak często, aż w pewnym momencie staje się on częścią dzielnicy i wszyscy mieszkańcy wiedzą o jego istnieniu, a wraz z biegnącym czasem, zaczynają go rozpoznawać jako członka społeczności. Taki piesek co to często przemyka z podkulonym ogonkiem, ale kiedy biegnie w piękny, pogodny dzień,w słońcu z uniesioną głową i merdającym ogonem wte i wewte, robi wrażenie najszczęśliwszego psa na ziemi. Najgorsze jest to, że takie pieski znikają najpierw niepostrzeżenie, 'bez słowa', z krajobrazu osiedli, a w kilka chwil później z krajobrazu naszej pamięci.








czwartek, 16 lutego 2012

Koszmar z ulicy Babcinodomkowej

Wiecie, nie od dziś bywają mrozy, nie od dziś od tych mrozów pękają kaloryfery. No tak, no tak...Ale czemu k*rwa akurat w Domku Babci!!? Takie oto urocze pożegnanie zgotowała mi i moim współlokatorkom stancja. Koszmar z ulicy Babcinodomkowej.   Nikomu nie polecam i nie życzę.

Na całe szczęście jutro zabieram swoje rzeczy i przeprowadzam się do wrocławskiej metropolii. Niektórzy nazwali to nowym rozdziałem w życiu, inni wielkimi zmianami. Ja  (ku uciesze ]:-> mojej Rrrodzinki już nie trójmiejskiej a wrocławskiej) cały poprzedni semestr część tygodnia byłam w Nysie, część we Wrocławiu. Dlatego raczej się uśmiecham i dobrze wiem, że nic ekscytującego, nowego, nieznanego mnie nie czeka....No może poza ciepłym pokojem i szybkim internetem codziennie oraz, co najważniejsze, zmianą 'mieszkania' na 'dom' z rodziną, a nie ludźmi którzy się wprowadzają i wyprowadzają. Chociaż nie powiem, będzie mi brakowało Katarzyny Barbary B.

Już jutro wielka zmiana na fejsowym profilu!

Do następnego.

Ps.Boje się tego co jutro zastanę w Domku Babci :x 








poniedziałek, 13 lutego 2012

Growing up gets you down?








No, to dziś są moje X urodziny. Zabawne, kiedy wyłączy się funkcję powiadamiania znajomych o twoich urodzinach na fejsie, nk czy innych takich, o złożeniu życzeń pamięta tylko siostra, brat, matka, ojciec i dziadkowie :D

Tu od razu zwracam się do Was ludzie: nie przejmujcie się, nie celebruję zbytnio tego dnia, tylko troszkę mi smutno, bo chce mi się palić. A tak, dzień jak co dzień. 

A czego sobie życzyłabym z okazji urodzin? Pracy. I powodzenia. I napisania dyplomu. Może trochę więcej zdrowia, coś ostatnio z nim kiepsko.

Do następnego, już starszego.


wtorek, 7 lutego 2012

'Być może ona jest lepsza w te klocki, ale Ty jesteś ładniejsza...'

Cholerny szum w uszach, który nie pozwala zamknąć oczu. A w żołądku batalia w centrum samego szturmu. Moje organy próbują oswoić wlaną wcześniej treść o dość wysokim procentażu. Ale już jest ciepło. Już jestem  zagrzebana wśród czystej pościeli, zaraz zacznie się nowy dzień. Tak oto myślałam sobie w niedziele nad ranem, kiedy wróciłam z Alicja z ymprezy. Było fantastycznie, chociaż wiadomo, cierp ciało coś mieć chciało.

Tytuł posta, to jedna z głupszych rzeczy, komentarzy, jakie usłyszałam tamtego wieczora. Wciąż nie wiem czy traktować to jako żarcik, czy wkurwiać się za każdym razem, kiedy sobie to przypomnę.

Do następnego.