Od paru tygodni pracuję w filii, która mieści się w dzielnicy miasteczka, w którym obecnie rezyduję. Dzielnica ta owiana jest różnorakimi legandami. Głosy niosą wieści, że w tą część Weil lepiej się nie zapuszczać. Ponoć wskaźnik przestępczości jest tam wyższy niż powinien. Wszyscy podskórnie mają przekonanie, że to inny, trochę gorszy świat zawieszony między mostem (który dzieli Weil na części) a granicami z Szwajcarią i Francją.Ale nie o Friedlingen jest ta opowieść, a o pewnym Szejku.
Parę tygodni temu do naszego sklepu wszedł mężczyzna jak z filmu, czy zdjęcia, stereotypowego mieszkańca kraju Arabskiego czytaj Szejk. Długa tunika sięgająca ziemi w jasnym odcieniu, jakby biel przybrudzona mieszanką szarości i brązu i chusta na głowie. Obraz pustynnego wojownika! Za nim stała kobieta w burce, od stóp do głów powita czernią, jedynie mała szpara na oczy zdradzała, że pod tkaniną skrywa się człowiek, a nie zjawa. Nawet jej dłonie pokryte były cienkimi, ściśle oblekającymi jej palce rękawiczkami. Para między sobą rozmawiała w nieznanym mi języku, ale ogólnie ich stosunek do mnie - obsługi- był przyjazny. Na moje pytania w języku niemieckim otrzymałam odpowiedzi w języku migowym. Transkacja udana. Po tygodniu, może dwóch do sklepu znów zawitał ten sam klient, tym razem bez towarzyszki. Transakcja nie była już tak sprawna jak ostatnim razem.... Okazało się, że pan mówi po angielsku. Super! Nareszcie mogłam poprowadzić z nim porządny dialog. Niestety, pan nie mógł zrozumieć czemu nie mogę sprzedać mu połowy połowy chleba (czyli jednej czwartej), a moje marketingowe wysiłki przekonania go do zakupu innego produktu powodowały w nim tylko złość. Do transakcji nie doszło, niesmak pozostał. Dziś znów do piekarni wkroczył Szejk. W myślach westchnęłam i pomyślałam tylko 'o nie, znowu problemy'. Ale, ale! Dziś sprzedaż przebiegła sprawnie, bez złości i MIŁO! Na koniec zostałam pięknie pożegnana słowami 'Dziękuję siostro, pa!'.
Czasem pytam sama siebie, ile czasu potrzebuje negatywnie nastawiony, może zestresowany? klient, by przekonać się, że we mnie nie ma krzty złośliwości. Nie ma jej, dopóki to drugi człowiek jej nie zainicjuje.
Niech Szejkowie was nie drażnią. Do następnego!
B.
Ps. Szejk za każdym razem płaci w Euro myśląc, że płaci we Frankach i pyta mnie o to jaką wartość mają monety, które ma przy sobie. Nie to, że nominał wybity jest na rewersie monety, - ta kwestia też mnie zastanawia- kiedy zda sobie z tego sprawę?
poniedziałek, 25 kwietnia 2016
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz